29 maja 2015

Przegląd filmowy - maj 2015

Powoli zbliżamy się do końca miesiąca. I tym samym chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat obejrzanych filmów. Nie są to być może idealne filmy, które każdemu przypadną do gustu, ale i takie można obejrzeć w ramach relaksu.
 
fot. filmweb.pl
 
Pierwszy film, który widziałam w tym miesiącu i najbardziej ze wszystkich podobał mi się, to „Zaginiona dziewczyna” z 2014 roku. Na filmweb film ten dostał dość wysoką ocenę, bo 7,8 gwiazdek na 10, co czyni go dobrym, a tym samym niewiele brakuje mu do bycia bardzo dobrym i właśnie ta wysoka punktacja przekonała mnie, aby go obejrzeć. „Zaginiona dziewczyna” to thriller owiany aurą tajemniczości, co już sugeruje sam tytuł. Przed naszymi oczami pojawia się małżeństwo, które przechodzi kryzys. Rutyna prowadzi do tego, że obydwoje zaczynają żyć obok siebie. Ponadto zbliża się piąta rocznica ślubu, która wydaje się być kolejną przewidywalną serią wypadków, ale taka nie będzie. Amy niepostrzeżenie znika, a Nick staje się głównym podejrzanym. Co się stało z Amy? Morderstwo? Porwanie? A może jeszcze coś innego. Mimo pewnych niedociągnięć i wątpliwości, czy dana scena mogłaby mieć miejsce w rzeczywistości oraz mimo nie do końca zrozumiałego dla mnie finału tej historii, film wciąga i zarazem intryguje. Trudno zachować wobec niego obojętny stosunek. Poruszona w nim kwestia małżeństwa, które zmierza do upadku, a w gruncie rzeczy przeradza się w toksyczny związek naświetla problemy pojawiające się i nawarstwiające między małżonkami, a także nieporadność i wypalenie uczuciowe.
 
Moja ocena: 4/5
 
fot. filmweb.pl
 
Chłopak z sąsiedztwa” (2015) to film, na który bym nie zwróciła uwagi ze względu na film z paralelnym tytułem „Dziewczyna z sąsiedztwa” z roku 2004. Do obejrzenia przekonał mnie jednak zwiastun i gatunek. Nie jest to komedia lecz thriller. Sam film nie robi większego wrażenia, nie wywołuje także efektu ‘wow’. Skupia się on w dużej mierze na kadrach obnażających umięśnionego Noah (Ryan Guzman) i przedstawiających doskonałą a wręcz nieskazitelną figurę Claire (Jennifer Lopez). Reszta stanowi jakby tło dla ‘kultu ciała’, który niespecjalnie mi przeszkadzał w tym filmie, co jednak większość oceniających poddała krytyce. Nie trudno się z tym nie zgodzić, film miły dla oka, ale nic więcej. Mógłby powstać całkiem dobry thriller, zwłaszcza że były ku temu zadatki, a jednak oglądałam go nie czując obawy o Claire, nie mając gęsiej skórki na myśl o socjopatycznym zachowaniu Noah. Być może aktorzy byli mało wiarygodni w swoich rolach. A może ta jedna wspólna noc Noah i Claire, to za mało, aby uznać ich relację za romans i powód dalszych prześladowań?   
 
Moja ocena: 3+/5
fot. filmweb.pl
 
Jedyne wyjście” – to kolejny thriller w moim majowym repertuarze. Wobec tego filmu miałam ogromne oczekiwania, zwłaszcza że główną rolę w nim otrzymał Til Schweiger. Lubię filmy z udziałem tego aktora, ale ten niestety oceniam dość nisko. Główny bohater, Eddie staje przed trudnym wyborem – albo stanąć w obronie zgwałconej przyjaciółki, albo stracić w oczach przyszłego teścia i narzeczonej a zarazem doprowadzić do zniszczenia własnej kariery zawodowej. Do tego dochodzą kolejne komplikacje, Anthony, który zagroził mu, jeśli ten będzie zeznawał na jego niekorzyść, ginie w niejasnych okolicznościach, a podejrzenia padają na Eddie’go. Czy tym razem będzie w stanie wybronić się z opresji? „Jedyne wyjście” to przewidywalny i trochę nieudolny film.  
 
Moja ocena: 3-/5
Mój przegląd miesiąca kończy się na tym filmie. Oceniłam je od ‘najlepszego’ do ‘najsłabszego’. Widać tendencję spadkową w moich wyborach, a także w ocenie. Zatem pytanie do Was: czym sugerujecie się wybierając filmy? Oceną innych? A może własną intuicją i fabułą, która – być może – Was zainteresuje? Na jaki gatunek najczęściej decydujecie się?

26 maja 2015

Kim jest Guillaume M u s s o?

Co decyduje o tym, że po książki jednych autorów sięgamy częściej, a po drugich rzadziej? Co musi mieć w sobie autor/pisarz, żeby chcieć zaczytywać się w jego twórczości? Nieprzeciętną osobowość? Talent pisarski? Bujną wyobraźnię? Odpowiednie cechy charakteru? A może bagaż doświadczeń? Czy macie swojego ulubionego pisarza? Moim faworytem jest francuski pisarz, Guillaume Musso. Szczerze mówiąc, nie wiem co przesądziło o tym, że właśnie tak bardzo lubię zaczytywać się w jego powieściach. Uwielbiam jego styl pisania, opowiadania. Lubię tę aurę tajemniczości. I magię, którą raczy swojego czytelnika. I najważniejsze, o co bym siebie nie podejrzewała, nie przeszkadza mi łączenie światów: realnego z fikcyjnym. Musso doskonale wie jak je połączyć, by stanowiły całość. Gdy sięgam po jego książki tracę poczucie czasu, czytam z zapartym tchem aż do ostatniej strony, by na koniec stwierdzić bezgłośnym ‘szkoda, że to już koniec’. Znacie to uczucie? Jeszcze żaden pisarz nie oczarował mnie w taki sposób, w jaki zrobił to Guillaume Musso. Tym bardziej ubolewam, że ostatnia jego książka została wydana przez polskie wydawnictwo Albatros w sierpniu 2014, a o kolejnych na razie nic nie wiadomo.
 
O AUTORZE
 
 
 
Guillaume Musso, pisarz francuski, absolwent ekonomii, z zawodu nauczyciel. Debiutował w 2001 r. thrillerem Skidamarink, doskonale przyjętym przez krytykę. Jego druga powieść – Potem... – zainspirowana wypadkiem samochodowym, z którego cudem uszedł z życiem, sprzedała się we Francji w nakładzie pół miliona egzemplarzy. W 2008 r. miał premierę film nakręcony na jej podstawie, z Johnem Malkovichem, Evangeline Lilly i Romainem Durasem w rolach głównych; w planach są trzy następne ekranizacje prozy Musso. Pisarz robi światową karierę. Świadczą o tym ogromne sukcesy jego kolejnych powieści – Uratuj mnie, Będziesz tam?, Ponieważ cię kocham, Wrócę po ciebie, Kim byłbym bez ciebie?, Papierowa dziewczyna, Telefon od anioła, 7 lat później, Jutro i Central Park – 20 milionów sprzedanych egzemplarzy oraz przekłady na 36 języków.
 
(źródło opisu i fot. – wyd. Albatros KLIK)
 
 
 
 
STRONA AUTORA
 

http://www.guillaumemusso.com/

W Belgii Central Park oraz L'instant présent utrzymują się na TOP-listach. Tym bardziej jestem ciekawa tych powieści. Tym razem apetyt rośnie w miarę patrzenia. Książki właściwie są na wyciągnięcie ręki, ale co z tego, jeśli nie można ich przeczytać, zrozumieć! Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła sposobu na to ;-) W Niemczech od 1 czerwca będzie dostępna książka autora „Nacht im Central Park”. Zainteresowanych odsyłam tutaj. A bardziej cierpliwym pozostaje poczekać na polskie wydanie tej książki.




 
Czytaliście którąś z książek Musso? Jeśli tak, jak oceniacie jego twórczość? Co podoba się Wam w jego powieściach?
 
 
 

19 maja 2015

Sto dni po ślubie - Emily Giffin

Kto z nas nie przeżył miłości, która odcisnęła ślad w sercu? Nazywanej pierwszą miłością. Nie bez powodu mówi się, że stara miłość nie rdzewieje. Mamy sentyment do tej osoby i związanych z nią wspomnień. A to, jak silne uczucia żywiliśmy do niej, wpływa na nasz przyszły związek i jego stabilność, na to czego oczekujemy od partnera, chłopaka czy męża. I na to, jak zachowamy się, gdy po latach spotykamy tę osobę. Czy nadal będzie to ta osoba z przeszłości? Czy odżyją uczucia, a emocje wezmą górę nad rozsądkiem? Ellen jest dokładnie sto dni po ślubie z Andym, gdy spotyka swoją dawną wielką miłość. Budzą się w niej wątpliwości, czy Andy na pewno jest tym jedynym, z którym chce spędzić resztę życia. To, do jakich wniosków dojdzie, może zaważyć na jej życiu.
 
 
Sto dni po ślubie” – to banalna i przewidywalna historia. Każdy mógłby być Ellen, mógłby mieć jej wątpliwości, a mimo to sięgamy po książkę, zaczytujemy się i z zapartym tchem śledzimy przemyślenia młodej fotografki. Wczuwamy się, być może wracamy myślami do własnej przeszłości i zastanawiamy się ‘co by było gdyby?’. Czy takie, wydawałoby się, przypadkowe spotkanie mogłoby wpłynąć na życiowe decyzje? Ellen krok po kroku analizuje sytuację. Stara się zrozumieć dlaczego wtedy Leo ją opuścił, zostawił samą na pastwę losu. Co było nie tak? Dlaczego przestał ją kochać, a może w ogóle nie kochał i była tylko kaprysem. Jaka jest prawda?
Narracja, w której przeważają rozważania Ellen, gdzie dialog został ograniczony do minimum, jest niezwykle męcząca i przytłaczająca. Do samego końca nie wiadomo, kim jest Leo, dlaczego odszedł i co naprawdę czuł do Ellen. Wnioski do jakich ostatecznie (z pomocą Suzanne) dochodzi Ellen są oczywiste. Czasami życie konfrontuje nas z przeszłością, abyśmy nie musieli zastanawiać się, co by było gdyby, nagle wszystko staje się jasne, niezależnie od tego, jak bardzo boli nas konfrontacja z przeszłością.
Sto dni po ślubie” polecam wszystkim tym, którzy nie stronią od życiowych książek, które poruszają nawet tak banalną tematykę, jaką jest pierwsza miłość, ale także tym, którzy są po ślubie i którzy planują ten ważny w ich życiu dzień. Dla mnie jedynym minusem tej powieści jest ilość dialogów. Było ich stanowczo za mało. A konfrontacja Ellen z Leo niewiele wniosła do treści. Zabrakło konkretów, odpowiedzi na pytania, które nurtują Ellen.

Moja ocena: 3/5

11 maja 2015

Kwiecień / maj w obiektywie


Kawa czy herbata?
 
Wiosna…
 
Pysznie
 
Udomowiony Bazyliusz ;-)
 
Jestem, więc ‘wyrażam się’?
 
 
Śniadanie w doborowym towarzystwie
 
Dowód na to, że pogoda nie rozpieszcza!

4 maja 2015

Pewnego dnia - Emily Giffin

Pewnego dnia… może zmienić się wszystko, np. może zapukać do twoich drzwi córka, którą oddałaś osiemnaście lat temu do adopcji. A twój poukładany świat może zatrząść się w posadach albo runąć jak domek z kart. Z tą różnicą, że spodziewasz się tej niezapowiedzianej z pozoru wizyty. Masz przeczucie, że pewnego dnia zjawi się i zażąda prawdy o sobie, o powodach. Jedyne co cię męczy, to wyrzuty, których trudno pozbyć się. Najtrudniejsze w tym wszystkim odciąć się od przeszłości.


Pewnego dnia do drzwi Marianne puka jej córka, Kirby. Wystarczy jedno spojrzenie. Te oczy, których nigdy nie zapomni, oczy Conrada. Czy Kirby wybaczy jej adopcję? Czy Marianne zdradzi córce, kto jest jej ojcem? „Pewnego dnia” to historia ludzi, których połączyło dziecko. Dla Marianne adopcja jest szansą by kontynuować obraną przez siebie drogę, a dla Lynn i Arthura Rose spełnieniem najskrytszego marzenia, aby mieć dziecko.
Książka Emily Giffin porusza w tak niespotykany lekki sposób trudną kwestię, bo kwestię adopcji, rezygnacji z własnego dziecka, a także przysposobienie dziecka, którego ktoś mimo usilnych prób, starań nie może mieć.
Kirby czuje, że została pozbawiona własnej tożsamości. Nie wie, po kim ma bladą cerę, delikatne włosy, i w jakim kierunku powinna zmierzać. A jedyną szansą by dowiedzieć się tego wszystkiego jest odnalezienie biologicznych rodziców. Nawet gdyby ceną było rozczarowanie.
Drugą kwestią, jaką porusza autorka, jest kwestia kłamstwa i przemilczenia faktów. Czy kobieta ma prawo podjąć decyzję o tym, czy zatrzymać dziecko czy nie, czy może powinna to skonsultować z ojcem dziecka? 
Emily Giffin w interesujący sposób przedstawia rodzicielstwo. Pokazuje, że adopcja nie musi być złem koniecznym. A dziecko ma prawo poznać swoich rodziców, poznać własną tożsamość, by móc rozpocząć następnie własne życie już bez zbędnego bagażu – pytań bez odpowiedzi. Chociaż ta historia wydaje się być optymistyczną wizją adopcji i poznania biologicznych rodziców, daje nadzieję, że i takie historie mają miejsce. Kirby jest niezwykle inteligentną i mądrą dziewczyną, która dzięki tej ‘podroży’ do poznania samej siebie, dochodzi do ostatecznych wniosków i już wie, kto jest jej prawdziwą rodziną.
Powieść Giffin porusza, ale nie roztkliwia, pozwala poczuć jak to jest być adoptowaną, jak bardzo te osoby potrzebują poczucia przynależności do kogoś, odnalezienia własnych korzeni, zrozumienia powodów, dla których zostały oddane innej rodzinie. A z drugiej strony pozwala spojrzeć na sytuację osoby, która oddała dziecko do adopcji i tych osób, które postanowiły wziąć na siebie odpowiedzialność bycia rodzicem. W miarę czytania rodzi się wiele pytań, m.in. co muszą czuć rodzice, których dziecko chce poznać swoich biologicznych rodziców. Strach, niedowierzanie, a może pretensje?
Po tej lekturze z przyjemnością sięgnę po kolejną książkę Emily Giffin. Mam nadzieję, że równie życiową i mądrą jak ta.
     
Moja ocena: 4/5