31 marca 2015

Przegląd filmowy - marzec 2015

Ostatni dzień marca, przyszła więc pora na przegląd filmowy miesiąca. W marcu niewiele czasu poświęciłam na film z racji tego, że częściej sięgałam po książkę i nie miałam potrzeby oglądania. Nawet seriale telewizyjne poszły w odstawkę ;-)

fot. filmweb.pl

Wszystko tylko nie to – tak właściwie powinien nazywać się film na podstawie powieści Sparksa. Ekranizacja powieści „Dla ciebie wszystko” nie tylko w znaczny sposób odbiega od pierwowzoru, ale również zmienia wątki. Dawson, tak jak to zostało przedstawione w książce – musiał odbyć karę więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci pewnego człowieka. Ciągle żyje w poczuciu winy. W filmie wątek ten został zastąpiony innym. Przyjaciel Dawsona ginie z broni podczas szarpaniny jego z ojcem. A żona jego przyjaciela nie czyni mu z tego powodu wyrzutów. Jest wręcz przesłodka i niezwykle wyrozumiała. Właściwie nie tylko ten wątek uległ zmianie. Niestety film spłycił książkę, której i tak można było wiele zarzucić. Dramatyzm, który towarzyszy tej ekranizacji jest wręcz irytujący. Ile nieszczęścia może spaść na dwie osoby? W życiu Amandy i Dawsona pojawia się wiele przeszkód, m.in. pochodzenie, kara więzienia, tragiczne śmierci, nieporozumienia, choroba, małżeństwo. Zbyt dużo tego jak na jeden film i na jedną książkę. Przez nagromadzenie wątków emocje wydają się być mało autentyczne, nawet gra aktorów nie ratuje tego filmu. O ile Sparksowi jestem w stanie wybaczyć słabszą powieść, bo wiem, że jego twórczość potrafi trafić do serca i zainteresować czytelnika, tak ten film jest jednym wielkim nieporozumieniem.

Moja ocena: 2+/5
Gatunek:  melodramat / Rok: 2014 / Produkcja: USA

fot. filmweb.pl
 
Miły gość Johnny” to jedna z tych produkcji, która niewiele wnosi. Mało ambitna fabuła i ‘doskonały’ zapychacz czasu dla znudzonych. Johnny, tytułowy bohater, jest prezenterem radiowym. Nie zarabia zbyt dużo, ale robi to, co kocha, czyli umila czas swoim słuchaczom. Na przeszkodzie spełnienia zawodowego staje jego narzeczona, która pragnie prowadzić dostatnie życie. Jej zdaniem Johnny powinien zmienić dotychczasową posadę na bardziej lukratywną. Trudno mu jednak pogodzić się z wymaganiami Claire. Johnny spotyka się z wujkiem, Terry’m, który w żadnym wypadku nie stroni od kobiet i chce udowodnić chłopakowi, że wiele traci, decydując się na ślub z obecną kobietą. Johnny poznaje Brook. Czy ta dziewczyna zmieni jego podejście do ślubu?
Moja ocena: 2/5
Gatunek: komedia / Rok: 2010 / Produkcja: USA  
Jak widać, miesiąc marzec okazał się dla mnie pod względem filmowym mało udany. A Wy co widzieliście w tym miesiącu? Jaki film możecie polecić?

29 marca 2015

Historia pewnej niewierności - Danka Braun

Wiek może okazać się problematyczny nie tylko dla kobiet, ale również dla mężczyzn, którzy nadal pragną imponować i podobać się. Część z nich realizuje się zawodowo, dobiera sobie nowe hobby, a druga część zaczyna otaczać się pięknymi, i co najważniejsze, dużo młodszymi kobietami, które w gruncie rzeczy mogłyby być ich córkami. Robert mimo czterdziestu pięciu lat nadal wzbudza zainteresowanie kobiet. Szczególnie tych młodszych. Czy będzie w stanie dochować wierności Renacie? Podobno przysięga – „ślubuję ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską…” zobowiązuje, ale czy na pewno jest gwarantem wierności? Renata zauważa, że mąż poświęca jej coraz mniej uwagi, a wyjazdy do Bostonu przedłużają się. Intuicyjnie czuje, że coś wisi w powietrzu. Czyżby Robert miał kochankę?
 

Historia pewnej niewiernościto historia małżeństwa, które boryka się z problemami życia codziennego i słabościami. Robert nie ukrywa, że jest czuły na piękno kobiet, szczególnie to zewnętrzne. Renata stara się robić wszystko, aby zadowolić męża, i aby on nie odczuwał potrzeby bycia z inną kobietą.
 
 
Powieść Danki Braun to nie tylko kunszt słowny, ale również historia, która obnaża  stereotypy, że mężczyzna ma prawo do skoku w bok, a kobiecie to nie wypada. Ma przecież dzieci. Dla ich dobra musi tkwić u boku (niewiernego!) męża. Autorka pokazuje jak otoczenie Renaty, przede wszystkim jej znajome, przymykają oczy na męskie skoki w bok, dając jednocześnie do zrozumienia, że kobieta ma wybór, prawo do niezależności, nie zgadzania się na zachowania, które ją ośmieszają czy godzą w jej uczucia i poczucie własnej wartości. A z drugiej strony pokazuje, że relacje damsko-męskie nie należą do łatwych. Chociaż Renata i Robert różnią się od siebie diametralnie, to razem tworzą zgrany team. Riposty są błyskotliwe i momentami śmieszne. Znają siebie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, co czuje druga osoba i jakie są jej zalety oraz wady. Małżeństwo to nie bajka, która kończy się słowami – „żyli długo i szczęśliwie”. Ta wspólna droga dopiero zaczyna się, i nigdy nie wiadomo dokąd zaprowadzi.
 
 
Historia pewnej niewierności
Historia pewnego narzeczeństwa
 
Moja ocena: 4/5
 
Okładka: 4/5
Fabuła: 4/5
Styl: 5/5
 
 
 

23 marca 2015

Od amerykańskiego do polskiego Grey’a jeden krok, czyli ‘Historia pewnego związku’

Zadziwiające, nie spotkałam się jeszcze z tak bardzo irytującą postacią [może poza Christianem Grey’em], jaką jest Robert Orłowski. Robert – cynik, Robert – uwodziciel, Robert – arogant czy też kobieciarz. Z pozoru nie Grey, a jednak można pokusić się o serię porównań [Roma, przyjaciółka matki uczy Roberta sztuki kochania, wprowadza go w świat przyjemności]. Czy preferujący niezobowiązujące romanse lekarz, da się usidlić jakiejkolwiek kobiecie? Czy romans, pożądanie mogą być podstawą czegoś trwałego, na przykład miłości? Czy mężczyzna, który ma na koncie wiele przelotnych znajomości z kobietami jest w stanie pokochać, zmienić swoje przedmiotowe podejście do nich i zaangażować się w związek bez romansów na boku?



- 1989 -
Ona zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. Jest skromną i nie rzucającą się w oczy dziewczyną. On z kolei jest bożyszczem kobiet. Jego urok osobisty i powierzchowność sprawiają, że może mieć każdą kobietę. Nie obiecuje i nie oferuje dziewczynom nic poza wspaniałym seksem. Oboje spędzają ze sobą kilka (nic nie znaczących dla niego) nocy. On bawi się w instruktora seksu. Ona przeżywa z nim swój pierwszy raz. On wyjeżdża i zapomina o niej, a ona musi zmierzyć się z samotnością i zapomnieć o układzie, jaki ich łączył.    

- 2000 -
Mija jedenaście lat od ich ostatniego spotkania. Renata jest samotną matką i narzeczoną. Niebawem ma zostać żoną Andrzeja. Prowadzi własne biuro rachunkowe. Zmieniła się – już nie jest tą skromną, niezbyt urodziwą dziewczyną. Mężczyźni kochają się w niej i adorują ją. Robert wraca do Polski, by zapomnieć o duchach przeszłości. Pięć lat temu stracił żonę i nienarodzone dziecko. Próbuje znaleźć ukojenie w ramionach ładnych kobiet. Wie jednak, że żadna z nich nie dorówna Betty. W Polsce spotyka znajomego z czasów szkolnych, który chciałby go przedstawić swojej przyszłej żonie. Nie spodziewa się jednak, że tą osobą będzie Renata.   

 
Historia pewnego związku” to historia młodych ludzi, pierwszych fascynacji, pierwszych razów, ale również niekontrolowanych uczuć – namiętności czy pożądania. Dla Roberta ‘uprawianie miłości’ jest tylko i wyłącznie zabawą, odskocznią, wentylem. Nie potrafi poprzestać na jednej dziewczynie. Zgadza się tylko na niezobowiązujące romanse. Natomiast Renata, jako niedoświadczona dziewczyna, pragnie czegoś więcej niż przelotnego związku. Zakochała się bez wzajemności, a mimo to godzi się na erotyczny układ, w którym tą przegraną będzie ona.
Danka Braun czaruje swoim stylem, elokwencją, błyskotliwością z jaką wypowiadają się jej bohaterowie. Gra słów miedzy Robertem a Renatą jest tak interesująca i wciągająca, że nie tylko uśmiech nie schodzi z twarzy, ale trudno oderwać się od książki. Postaci, a w szczególności Robert, są tak wyraziste, że nie sposób o nich zapomnieć. Robert jest cyniczny, dosadny, pewny siebie i arogancki. Raz budzi zachwyt, intryguje, a innym razem bywa irytujący.
Moja ocena: 4+/5
Okładka: 4+/5
Fabuła: 4/5
Styl: 5/5

19 marca 2015

Jedyna i wspaniała

Po lekturze trylogii Boonsboro przychodzi mi na myśl powiedzenie ‘im starsze wino tym lepsze’ i równie dobrze można tę sentencję przełożyć na inną, że z każdym kolejnym tomem fabuła rozwija się (co prawda nieznacznie i bez większych zwrotów akcji) i każdy kolejny tom jest lepszy od poprzedniego, co przecież jest ewenementem, bo rzadko zdarza się w przypadku kilkutomowej historii, aby kolejna część była lepsza od pierwszej.
 


Jedyna i wspaniała” to już trzeci i ostatni tom tej serii. Ta książka została poświęcona ostatniemu z braci Montgomery, Ryderowi. Ryder to postać, którą trudno rozgryźć, rozszyfrować. Jedno jest pewne ma w sobie to niezdefiniowane ‘coś’. Jest tajemniczy, przystojny. Mówi, co mu się podoba lub nie. Bywa opryskliwy i nietowarzyski, a mimo to kobiety uwielbiają go. Poza jedną, która widzi w nim gbura, a jest nią menedżerka hotelu, Hope Beaumont.

Mimo wzajemnej niechęci miedzy nimi aż iskrzy. Czuje się to napięcie podczas każdego ich spotkania i próbie konwersacji. Dla Ryder’a Hope jest zupełnie inną dziewczyną niż te, które poznał do tej pory. Jest zorganizowana. Wszystko planuje i zawsze wywiązuje się ze swoich zadań. A poza tym trudno ją rozgryźć. Czy Ryder zmieni zdanie o Hope i czy duch Lizzy pomoże im przełamać pierwsze lody? O tym przekonacie się, sięgając po trzecią część trylogii Boonsboro ;-) Ta część najbardziej z wszystkich przemówiła do mnie. Ryder i Hope utożsamiają to, co najlepsze dla czytelnika – są tajemniczy, zdystansowani do siebie i miło czyta się, jak ich relacje rozwijają się na kartach książki.

Moja ocena: 4-/5

Podsumowując całą trylogię, zabrakło mi dynamiczności, znaczących zwrotów akcji. Trylogia raczej nie zaskakuje. Z pozytywnych stron dodam, że okładki książek są miłe dla oka. Styl bez zastrzeżeń. Dużo opisów i sposób łączenia ich z dialogami to z pewnością mistrzostwo. Nie każdy pisarz potrafi tak obrazowo przedstawić miejsca, w których toczy się akcja czy ująć uczucia bohaterów, tak że czytelnik jest w stanie wczuć się w daną historię – to z pewnością ogromny plus dla tej trylogii.

Komu bym ją poleciła? – na pewno wielbicielom twórczości Nory Roberts, tym którzy lubią romanse i uwielbiają książki z happy endem.

A jak Wy oceniacie trylogię Boonsboro? Co Wam podobało się, lub wprost przeciwnie, co Was denerwowało w tej trylogii?

17 marca 2015

Szczęśliwa przegrana - Katee Robert

Intrygująca i wciągająca – tymi słowami można określić „Szczęśliwą przegraną”. Trzecią część Szczęśliwej serii. Gdy po ośmiu latach Chelsea otrzymuje zaproszenie na ślub Gabe’a Schultza jest przekonana, że to sprawka Nathana. Ma jedynie wątpliwości, czy jest sens wracać do przeszłości, ale postanawia się z nią zmierzyć i raz na zawsze rozprawić. – Kilka lat temu Nathan pozwolił odejść miłości swojego życia. Dziś wie, że był to błąd i ma zamiar odzyskać Chelsea.
 
Plan Nathana nie jest żadnym misternym planem, który może zagwarantować mu wygraną w postaci ukochanej kobiety. Ma zamiar pokazać Chelsea jak wiele straciła odchodząc i że nadal pragnie ona jego bliskości oraz nie potrafi bez niego żyć. Przy ich pierwszym spotkaniu po tylu latach oboje z trudem radzą sobie z napięciem, które tworzy się miedzy nimi. Ten żar zaślepia ich i niweczy wcześniej ustalone plany. Chelsea pragnie rozwodu, a Nathan odzyskać żonę. Przy tak rozbieżnych celach trudno o kompromis. Nathan stawia wszystko na jedną kartę – Chelsea spędzi z nim weekend i dostosuje się do niego w zamian za podpis na dokumentach rozwodowych.

 
Muszę przyznać, że trzecia część serii zaskoczyła mnie. Nie spodziewałam się, że Nathan jest żonaty. W pierwszej i drugiej części nie było o tym ani słowa. Gra, w którą oboje decydują się zagrać, jest grą o wszystko. Sceny intymne, których w „Szczęśliwej przegranie” jest najwięcej, budują napięcie między bohaterami i pozwalają zauważyć, że Chelsea i Nathan są dla siebie stworzeni. A te wszystkie lata rozłąki były jakąś katorgą, zresztą uzasadnioną, bo żadne z nich nie rozpoczęło de facto nowego życia.
Opisy scen erotycznych były dosadne, ale nie wulgarne, pretensjonalne czy trywialne. Były opowiedziane w taki normalny i przystępny sposób, który nie raził i nie zniechęcał do dalszego czytania, co nie znaczy, że ta seria nie ma żadnych minusów, bo ma. Żałuję, że autorka nie rozbudowała niektórych scen, a skupiła się w szczególności na wewnętrznych pragnieniach i obawach głównych bohaterów. Oczywiście to ma swoje plusy, zminimalizowała wszelkie niepotrzebne opisy, ale mogłaby pokusić się o ciekawsze (momentami) sytuacje, w których znaleźli się Chelsea i Nathan. Niezrozumiałe były także okoliczności, w jakich oboje rozstali się. Powodów mogło być wiele, ale te, na które zdecydowała się Katee Robert nie przemawiają do mnie. Zabrakło na nie pomysłu.
 
Jednak największym minusem tej serii, a już w ogóle „Szczęśliwej przegranej” są niedociągnięcia typu: literówki, miejscami brak wyrazu oraz błędy składniowe, np. „Przez cały wieczór będę miał na nimi kontrolę.” [s. 98]; „Patrzył na nią, jakby wszystko zależało do jej odpowiedzi, (…)” [s. 93]; „Wygramoliła się brzeg jak ryba wyrzucona z wody i ciężko dysząc, pozbierała się z ziemi.” [s. 87]; „Ale pora na jeszcze nie przyszła.” [s. 19]; „Zrozpaczona, przeszukała torebkę w poszukiwaniu telefon.” [s. 179]. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale do jasnej pogody (!), gdzie podziała się korekta. Rzekomo jest, ale jakby jej nie było. Czy ktokolwiek to czytał i poprawiał? Rozumiem, że błędy zdarzają się. W takiej jednak ilości rożnych niedociągnięć, czuję, że to działa na niekorzyść pisarki, pomimo że jest to przekład tekstu z jednego języka na drugi, ale niesmak i tak pozostaje.
Moja ocena: 
gdybym oceniała książkę tylko pod względem treści, to otrzymałaby '4', ale biorąc pod uwagę wszystkie minusy oceniam jedynie na '3'

11 marca 2015

Wiem o tobie wszystko - Claire Kendal

Słowa ‘kocham cię’ czy ‘pragnę cię’ brzmią tak niewinnie w zestawieniu z ‘wiem o tobie wszystko’. WIEM O TOBIE WSZYSTKO jest samo w sobie zaborcze, uciążliwe. Uzurpuje sobie prawo do Ciebie, Twoich myśli. Jest zachłanne. Wodzenie za Tobą wzrokiem nie wystarcza. Pragnie Twojego ciała, a nawet więcej – Twojej duszy. A w połączeniu z ‘nie uciekniesz przede mną’ staje się apodyktyczne i bezwzględne. To już nie tylko naruszanie Twojej przestrzeni osobistej bez Twojej zgody, to nie mające końca nękanie i prześladowanie, które ma swoją nazwę. Z pozoru niewiele mówi. S t a l k i n g. Znasz to słowo? Budzi strach wśród znanych i anonimowych dla społeczeństwa kobiet. I Ty możesz być ofiarą.
 

S t a l k i n g może przybierać niewinną pozę – zakochanego w kobiecie mężczyzny. Adorowanie jej jest jakby wpisane w zabieganie o nią, ale kiedy słowa, które powinny być miodem dla serca, przeobrażają się w groźby, a gesty i czyny nabierają brutalności, nie można już uwolnić się od tego w pojedynkę. Clarissa z każdym kolejnym dniem odczuwa dyskomfort psychiczny. Boi się wyjść na ulicę, do sklepu, na spotkanie z koleżanką, do pracy. Wszędzie gdzie ona, tam materializuje się Rafe. Niezawodny. Zawsze chętny nieść pomoc. Natarczywy. Osaczający. Zrobi wszystko, by zbliżyć się do niej. Słowo ‘NIE’ dla niego nie istnieje. On wie lepiej, czego ona potrzebuje i chce. A przecież chce jego. Nie pozwoli jej odejść. Ona, czy tego chce czy nie, już należy do niego. Na zawsze.    
Wiem o Tobie wszystko” to ciekawie zapowiadający się thriller psychologiczny, którego motywem przewodnim jest s t a l k i n g. Nie jest łatwo uciec przed człowiekiem, który nie rozumie odmowy. Nie przeszkadzają mu nawet afronty ze strony Clarissy. Milczenie i unikanie również nie dają rezultatu. A niekiedy nawet służby publiczne, nie są w stanie rozwiązać tego problemu. Bagatelizują doniesienia ofiar, ich obawy o własne życie, które traktują jako nieuzasadnione i zbywają lakonicznymi frazesami. Potrzebują ‘twardych’ dowodów na przestępstwo. I tutaj autorka uświadamia nam, że nie jest łatwo udowodnić przemoc psychiczną. Ile trzeba dowodów, żeby stać się wiarygodną, ile trzeba jeszcze doświadczyć, aby w końcu ktoś zechciał udzielić pomocy? Claire Kendal na przykładzie Clarissy pokazuje jak postępować ze stalkerem, gdzie udać się po pomoc. Jedno jest pewne, trzeba być wytrwałym w działaniu i równie sprytnym jak prześladowca.  
Nigdy wcześniej nie czytałam książki poruszającej kwestię s t a l k i n g u. To słowo obiło mi się o uszy, ale nigdy nie wnikałam w jego etymologię i złowieszczy wydźwięk. Kto nigdy na własnej skórze nie poczuł, co to znaczy być osaczonym, prześladowanym czy nękanym, ten pewnie nie zrozumie tej książki. Będzie domagał się większej dawki adrenaliny, zaskakujących zwrotów akcji. Może nawet zbagatelizuje to niepokojące zjawisko. Powie: Mnie to nie dotyczy. Nie boję się. Czy jednak gdybyś Ty znalazła się na miejscu Clarissy, to nie miałabyś teraz gęsiej skórki na myśl, że on jest w pobliżu, obserwuje Cię, że może wie, co robisz – pijesz kawę z przyjaciółką, idziesz do kina, na zakupy. Czy nie miałabyś obaw o swoje życie?
Claire Kendal wie jak przekazać myśli głównej bohaterki, jak odkryć jej wnętrze, i jak pokazać, co ją gnębi, jednocześnie zachowując dystans. Narracja, którą zastosowała w książce, wydaje się być dobrą opcją, ale jednak dość ryzykowną, bowiem wpływa na odbiór książki, która powinna budzić strach, ale nie budzi. Słowa Clarissy są niezwykle zrównoważone. Nie odczuwa się strachu czy przerażenia. Clarissa opowiada o Rafie ze stoickim spokojem, jakby ta historia nie dotyczyła jej, jakby ten mężczyzna nie był częścią jej życia. Może o to chodziło, o zdystansowanie się do niego. Może właśnie w ten sposób chciała zademonstrować, że ma siłę do walki i nie pozwoli zawładnąć swoim życiem, a może spokój, z jakim opowiada wynika z przygnębienia i osaczenia? Niemniej jednak zabrakło mi eskalacji napięcia charakterystycznego dla thrillerów. W książce brak emocji, które w normalnych okolicznościach byłyby intensywne i przyprawiające o dreszcze. Przeżycia Clarissy zostały sprowadzone do chłodnej relacji ofiary stalkera, wyzute ze skrajnych emocji.    
Książka może budzić pewne zastrzeżenia, ale z cała pewnością mogę stwierdzić, że od pierwszych stron intryguje. Z każdą kolejną stroną chciałam dowiedzieć się jak zakończy się wątek Rafe’a. Czy jest coś, co powstrzyma go i przestanie nękać Clarissę. Zakończenie było dla mnie zaskoczeniem, a obawiałam się najgorszego. Myślę, że warto było przeczytać tę książkę, choćby dlatego, żeby dowiedzieć się czegoś na temat s t a l k i n g u, i aby uzmysłowić sobie, co może poczuć każda potencjalna ofiara stalkera – strach, niepewność i przerażenie.   

Moja ocena

Okładka: 4/5
Fabuła: 4+/5
Styl: 4/5


Za możliwość przeczytania dziękuję Business & Culture

9 marca 2015

Ostatni narzeczony - Nora Roberts

Prace w hotelu Boonsboro idą pełną parą. Wszystko wskazuje na to, że hotel zostanie otwarty w terminie. Owen, który jest doskonałym organizatorem, ma wszystko pod kontrolą. Każdy dzień jest uprzednio zaplanowany, ale w jego życiu ten spokój zmąci jedna osoba, pierwsza narzeczona. Avery McTavish to człowiek ‘orkiestra’. Doskonale odnajduje się w swojej pracy, prowadzi pizzerię i planuje już otwarcie kolejnej. Między nią a Owenem jest tylko przyjaźń. Kiedyś w dzieciństwie podkochiwała się w nim, ale to stare dzieje. Aż tu nagle przydarza się im coś tak niespodziewanego…
 
Drzwi za jej plecami otworzyły się i pchnęły Avery prosto w ramiona Owena. Objął ja mocno, żeby nie straciła równowagi, a wtedy uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.” [s. 64]

 
Od tej pory oboje muszą zmierzyć się z nową sytuacją. Czy będzie z tego coś więcej, czy wyjdą poza przypadkowy pocałunek? Czy Avery zaakceptuje siebie taką jaką jest, zapominając, że matka zostawiła ją? I czy Owen zdecyduje się być z Avery?
Ostatni narzeczony” to historia drugiego z braci Montgomerych. Już w trakcie czytania pierwszego tomu, bez uprzedniego przeczytania opisu trylogii Boonsboro, można było wywnioskować, że kolejna część będzie dotyczyła kolejnego z braci. I rzeczywiście tak było. Ta część trylogii wzbudziła moje większe zainteresowanie. Może ze względu na dobór bohaterów. W tym tomie nie znajdziecie już tak licznych opisów dotyczących hotelu, co z pewnością ułatwia czytanie.
Moja ocena: 3/5
TOM I - Teraz i na zawsze (KLIK)

4 marca 2015

Szczęśliwe poszukiwania - Katee Robert

Roxanne Stokes, najlepsza przyjaciółka Elle Walser, nie wierzy w miłość po grobową deskę. Jedynie na co sobie pozwala, to na krótkie niezobowiązujące relacje, dające chwilowe spełnienie, ale nie szczęście na zawsze. Gdy zmierza na przyjęcie powitalne zorganizowane dla brata Elle omal nie ląduje na ziemi z nieznajomym. Przystojnym nieznajomym. Miedzy nią a nim, ni stąd, ni zowąd powstaje napięcie, którego ujścia pragną oboje. Roxanne zamiast dotrzeć na spotkanie z Elle dociera do hotelu. Tam oboje przeżyją przygodę, o której będzie trudno im zapomnieć.

Ian Walser po powrocie z Iraku próbuje z trudem odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Koszmary wraz z powrotem do domu nie zniknęły. Wprost przeciwnie, nasilają się. Ian nie czuje się na siłach, aby dłużej tkwić na swojej powitalnej imprezie. Wybiega z klubu jak opętany, który daremnie próbuje złapać oddech i tym samym potrąca Bogu ducha winną kobietę. Dopiero dotyk nieznajomej powoduje, jakby ból w jego piersi zelżał. Po krótkiej chwili spędzonej w klubie udają się tam, gdzie będą sami. Ian nie spodziewa się, że dziewczyna zniknie z jego życia tak szybko jak się w nim pojawiła.
Czy oboje mają jeszcze szansę na kolejne spotkanie? Ona wie, jak on ma na imię, i że służył w wojsku. Obawia się jednak najgorszego, że przespała się z bratem Elle. Z kolei on żyje w nieświadomości i jest wściekły, że dziewczyna odeszła bez słowa pożegnania. 


Szczęśliwe poszukiwania” od pierwszych stron zapowiadają się ciekawie. Okoliczności, w jakich poznają się Ian i Roxanne są dość ekscytujące i na dodatek to napięcie, które rodzi się między nimi. Oboje są po przejściach. On widział wojnę na własne oczy. Był w jej centrum, a tego nie można zapomnieć z dnia na dzień. Ona została wielokrotnie porzucona i stara się nie popełnić tego samego błędu. Seks – tak, ale miłość – nie.
W książce brak zbędnych opisów. Autorka nie rozpisuje się na temat emocji targających Ian’em i Roxanne. Nie snuje i nie przytacza historii, które odcisnęły piętno na ich życiu. Skupia się na tu i teraz. Tworzy relację miedzy nimi, która nie jest łatwa. Bagaż doświadczeń zarówno Rox, jak Ian’a jest potężny, a wiec łatwo o porażkę czy chociażby rozczarowanie.
Intymność to fundament, na którym Katee Robert próbuje zbudować poprawną relację między dwojgiem ludzi, ale czy możliwą? Czy jest możliwe, aby stworzyć poważny związek rozpoczynając od pokoju hotelowego? Zdaje się, że to nie ma znaczenia. Autorka skrzętnie pomija tę kwestię. Ma być napięcie i żar, i rzeczywiście tak jest. Czego chcieć więcej?  

W „Szczęśliwych poszukiwaniach” i „Szczęśliwej zamianie” można dopatrzeć się podobieństw między bohaterami obu części. Napięcie, które się miedzy nimi rodzi, a jednocześnie strach i obawy, w przypadku pierwszej części to Elle ucieka, boi się skrzywdzenia, w drugiej części to jej brat. Można odnieść wrażenie, że obie historie coś łączy, że są podobne i schematyczne. Bardzo chciałam uniknąć tego porównania, ale nie udało się. Obie książki różnią się jednak ilością scen erotycznych i dosadnością. Tak jak w pierwszej części Katee Robert ważyła każde słowo, tak tutaj pozwoliła sobie na więcej.

W kategorii erotyk, moja ocena: 4/5
Pierwsza część - Szczęśliwa zamiana - TUTAJ

2 marca 2015

Przebudzenie w ramionach księcia

Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam romans historyczny. Do książki podeszłam z rezerwą, a nawet niechęcią. Nie miałam jej w planach. Po prostu dostałam ją – „trzymaj, przeczytaj… dobra jest; tak mniej więcej to wyglądało, jak zostało przedstawione w książce”. I rzeczywiście Lorraine Heath przenosi swoich czytelników do czasów, żeby nie powiedzieć zamierzchłych, ale z pewnością nam bardzo odległych. Rzecz dzieje się w Herndon Hall, pod koniec roku 1860. Markiz Walfort prosi swojego kuzyna, księcia Ainsley’a o przysługę – „Uznam, że w pełni spłaciłeś swój dług, jeśli dasz mojej żonie dziecko.” [*s. 7] Tymi słowami rozpoczyna się historia markiza, jego żony lady Jayne oraz księcia Ainsley’a. Pierwsze co nasuwa się na myśl, to skandale – i w tych czasach nie były niczym niezwykłym. Romanse, nieślubne dzieci. Wszystko to jednak było na tyle zawoalowane, aby sprawiało pozory przyzwoitości i moralności.
 


Lady Jayne nie należy do najszczęśliwszych kobiet. Straciła dziecko w wyniku szoku, jaki doznała na wieść o wypadku męża. Markiz Walfort został kaleką na całe życie, a ponadto nie jest w stanie obdarować ją kolejnym potomkiem. Cała swoją gorycz Jayne przelewa na kuzyna męża, który również brał udział w wypadku, ale wyszedł z niego niemal bez szwanku. A propozycja Walforta, żeby dać jego żonie dziecko, wydaje się być kuriozalna i nieetyczna. Warunki są jednak jasne – Ainsley ma spędzić miesiąc z Jayne w celu podarowania jej syna bądź córki, z naciskiem na to pierwsze, a następnie zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Czy można aż tak wiele wymagać od przyjaciela, posunąć się do tego, co nie ma nic wspólnego z przyzwoitością? Oddać cząstkę siebie i zapomnieć?

Ainsley, cieszący się mianem wyjątkowego kochanka i uwodziciela, będzie miał nie lada problem z uzyskaniem odrobiny sympatii ze strony Jayne, a co dopiero żeby zachęcić ją do zerwania przysięgi małżeńskiej i przespania się z nim z własnych egoistycznych pobudek, czyli chęci posiadania dziecka. Jayne staje przed dylematem – dochować wierności mężowi i przestrzegać zasad powszechnie ustanowionych lub uczynić życie Walforta i swoje szczęśliwszym, dając mu dziedzica.

Przebudzenie w ramionach księcia” to specyficzna książka, oddająca klimat tamtych lat, zagłębiająca w tajniki ówczesnego życia z romansem na czele. To wycinek z życia zamożnych, gdzie podwójna moralność wydaje się być na porządku dziennym. Romanse i zdrady są z pozoru niepożądane, a mimo to maja rację bytu. Jayne jawi się tutaj jako ‘ofiara’ męskich decyzji, ale także skandalistka, bo nie wszystko będzie miało taki obrót, jak to zostało pierwotnie zaplanowane. Sekrety i tajemnice ujrzą światło dzienne.

Bardzo podobała mi się fabuła tej książki. Ten aspekt historyczny również ma tutaj ogromne znaczenie. A sposób, w jaki Heath opisuje historię miłosną zachęca jak najbardziej do zaczytania się w tej lekturze.

Przebudzenie w ramionach księcia” jest trzecią częścią trylogii, w której ukazały się także „Odzyskana miłość” oraz „Jego przyjemności”. Niestety nie poznałam pierwszej i drugiej części, ale mam nadzieje to nadrobić. ‘Pióro’ Lorraine Heath działa jak magnes i aż kusi, żeby sięgnąć po inne jej książki. Nie jest to z pewnością ostatnia książka jej autorstwa, po jaką sięgnęłam.

W kategorii romans, moja ocena: 5/5

*„Przebudzenie w ramionach księcia” - Lorraine Heath, Warszawa 2013, wydanie I, wyd. Amber