28 lutego 2015

Przegląd filmowy - luty 2015

Pora na lutowy przegląd filmowy. Filmy, które udało mi się obejrzeć w tym miesiącu, dostarczyły mi wiele emocji. Trudno było nie śmiać się, gdy Julien przynosił pecha swoim wybrankom, czy też nie czuć napięcia, gdy w grę wchodziło szczęście rodziny lub czyjeś życie. Każdy z tych filmów jest na swój sposób interesujący i wart obejrzenia. Jeśli poszukujecie filmu na wieczór, to może któryś z nich, będzie właśnie tym czasoumilaczem bądź czasozapełniaczem ;)
 
Tylko nie miłość”, a właściwie „La chance de ma vie” to francuska komedia romantyczna z humorem. W filmie nie brakuje zabawnych sytuacji, więc jeśli masz zamiar zrelaksować się po ciężkim tygodniu, postaw na ten film. Dobra zabawa gwarantowana!
 
Julien prowadzi terapie dla par i małżeństw. Jak się okazuje jego praca skutecznie obniża ilość rozwodów i rozstań. Jednak sam nie może zaznać szczęścia w związku. Dlaczego? Zabrzmi to kuriozalnie, ale przynosi on pecha swoim partnerkom. A żadna z nich nie jest w stanie wytrzymać z nim dłużej niż dwa tygodnie… Czy znajomość z Johanną będzie bardziej owocna?
Gatunek: komedia / Rok: 2011 / Moja ocena: 5/6
fot. filmweb
24 godziny” to jeden z tych thrillerów, które trzymają w napięciu aż do ostatniej minuty. Do czego są zdolni porywacze, aby wzbogacić się kosztem niewinnych ludzi? A do czego rodzice, którzy pragną odzyskać porwane dziecko? Film trzyma w napięciu, a wręcz wstrząsa widzem.
Joe Hickey, jego żona Cheryl i kuzyn Marvin są nietypowymi porywaczami. Aranżują porwania dzieci bogatych rodziców w odpowiednim momencie, gdy brak w domu jednego z nich. Porwanie, co dziwne, jest przewidziane na 24 godziny. Potem dziecko wraca do domu, pod warunkiem, że rodzice wcześniej współpracowali bez zastrzeżeń z Joe i jego wspólnikami. Will, wyjeżdżając na spotkanie służbowe, nie jest w stanie przewidzieć, że Karen i ich córka Abby znajdą się w ogromnym niebezpieczeństwie. Natomiast porywacze nie wiedzą, że ich plan wobec tej rodziny ma wiele niedociągnięć.
Gatunek: thriller / Rok: 2002 / Moja ocena: 5+/6
fot. filmweb
 
Jeśli miałabym polecić jakiś dramat wojenny, to będzie to „Czarna księga”. Film w reżyserii Paula Verhoeven opowiada losy żydowskiej piosenkarki, działającej w ruchu oporu pod koniec drugiej wojny światowej. Dramat nie rozpoczyna się, jak to sugeruje opis filmu, w roku 1944, a trochę później, po wojnie. Historia Rachel Stein jest tylko wspomnieniem z przeszłości, które wywołało spotkanie z dawną koleżanką. Rachel walczyła wtedy nie tylko o własne życie, starała się także pomóc innym. I w gruncie rzeczy zakochała się w mężczyźnie, w którym nie powinna – był bowiem wrogiem, który takich jak ona, miał ‘usuwać’ ze społeczeństwa. Film polecam wszystkim, a w szczególności tym, których interesują historia i ludzie.    
 
Holandia. Rok 1944. Żydowska piosenkarka Rachel Stein ukrywa się na holenderskiej prowincji. Gdy dom, w którym mieszka zostaje zniszczony przez zabłąkaną bombę, decyduje się z grupą innych Żydów przedostać się na południe Holandii wyzwolone już przez Aliantów. Udaje im się bezpiecznie dotrzeć do domu małżeństwa Smaal, które pomagało Żydom podczas wojny. Podczas przeprawy przez rzekę, łódź z uchodźcami zostaje jednak odkryta przez niemiecki patrol, a pasażerowie giną na miejscu. Ratuje się tylko Rachel, której w ostatniej chwili udaje się wskoczyć do wody. Uratowana przez Gerbena Kuipersa, jednego z przywódców holenderskiego ruchu oporu, Rachel decyduje się wstąpić do jego oddziału, przyjmując pseudonim Ellis de Vries.
 
Pierwszą misję - przemyt broni - przeprowadza w towarzystwie Hansa Akkermansa. Jednak podczas niemieckiej rewizji z opresji ratuje ją niemiecki oficer SD Ludwig Müntze. Tymczasem ruch oporu planuje akcję uwolnienia z centrali SD kilku przetrzymywanych tam więźniów, wśród których jest także syn Kuipersa. Pamiętając spotkanie z Müntze, Rachel zgadza się go uwieść i pomóc w uwolnieniu jeńców. Wkrótce zostaje jego asystentką i namawia do podjęcia rozmów z ruchem oporu. W centrali SD poznaje też pracującą dla Niemców Ronnie.
O toczących się tajnych negocjacjach dowiaduje się zastępca Müntze, Franken i informuje o nich gestapo. Müntze zostaje zatrzymany i w trybie doraźnym skazany na śmierć, a dowodzony przez Akkermansa oddział partyzantów, który miał uwolnić więźniów trafia w zasadzkę. Rachel pomaga Müntzemu, którego pokochała, uciec z niewoli. Ruch oporu uznaje tę ucieczkę za dowód jej zdrady...” [źródło opisu i film online: KLIK]
 
Gatunek: dramat, wojenny / Rok: 2006 / Moja ocena: 5+/6
fot. filmweb
Życie na podsłuchu” to już powojenna historia Niemiec (NRD), kiedy podsłuch stanowi najskuteczniejszą metodę inwigilacji społeczeństwa. W tym świecie brak miejsca na własne zdanie czy myślenie inaczej. Kto nie myśli tak jak życzyłaby sobie tego ‘władza’, ten musi liczyć się z konsekwencjami. Georg Dreyman, znany i lubiany pisarz poddaje się milczeniu. Lepiej nie poruszać pewnych kwestii, nie rzucać się w oczy, żeby nie narazić się partyjnym bonzom. A mimo to pada cień podejrzenia również na Dreymana. I tym sposobem staje się jednym z podsłuchiwanych. Agent służb specjalnych przysłuchuje się a zarazem przygląda życiu pisarza i jego żony, a jego zadaniem jest znaleźć ‘coś’ na pisarza. Tym samym dowiaduje się, że małżonkowie starają się żyć normalnie w świecie podwójnej moralności. Dostrzega również, że oboje, nie z własnej woli, są uwikłani w gierki, które pozwalają im zawodowo egzystować. Najbardziej oburzające i uwłaczające jest jednak zachowanie urzędników, którym wydaje się, że mogą wszystko, że mają prawo ingerować w czyjeś życie, czy też wykorzystywać czyjąś sytuację do własnych egoistycznych pobudek.
Gatunek: dramat / Rok: 2006 / Moja ocena: 5+/6
fot. filmweb
 
Znacie, widzieliście, a może macie ochotę obejrzeć?
 
 


23 lutego 2015

Teraz i na zawsze

Kamienne mury stały tak jak od ponad dwustu lat, proste, niezachwiane i mocne. Wzniesione wśród wzgórz i dolin były świadectwem nieustannej potrzeby człowieka, by pozostawić po sobie ślad, budować i tworzyć.” [s. 9] – tak rozpoczyna się historia o starym hotelu w Boonsboro, który był świadkiem wojny i pokoju. W tych murach czuć przeszłość, dosłownie i w przenośni. Rodzina Montgomerych postanawia odnowić hotel i przywrócić jego dawny blask. Dla Becketta, jednego z braci Montgomerych, jest to najważniejszy cel do osiągnięcia w najbliższym czasie. Jako architekt ma zamiar uświetnić ten obiekt, by inni, mieszkańcy miasteczka czy też przyjezdni, poczuli, że znajdują się w wyjątkowym miejscu.


Trylogia BOONSBORO
 
Beckett Montgomery kocha swoją pracę i ma wspaniałą rodzinę. Dwóch braci, na których zawsze może liczyć i niezawodną matkę. Nie ma jednak ani dziewczyny, ani żony, z którą mógłby dzielić swoją radość. Niedługo jednak zmieni się to. Clare Brewster jest jego pierwszą niespełnioną miłością. Dziewczyna wyszła za mąż za żołnierza i urodziła mu trzech synów, których musi teraz wychowywać samotnie. Beckett i Clare zbliżają się do siebie dzięki renowacji obiektu, tak jakby ktoś chciał ich zeswatać. To właśnie w murach hotelu pierwszy raz odczuwają, że łączy ich coś więcej niż zwykła znajomość.   
Teraz i na zawsze” to nie tylko historia miłosna, odkrywanie uczuć, ale przede wszystkim historia obiektu, który kryje w sobie tajemnice. Nora Roberts opisuje w malowniczy sposób to, co dzieje się w tym miejscu, jakim zmianom podlega hotel, i ile wysiłku kosztuje właścicieli jego uświetnienie. Moje odczucia, co do książki są ambiwalentne, w zależności od tego czy oceniam pierwszy tom jako samodzielną książkę czy w kontekście trylogii. Podczas czytania tej historii wynudziłam się okropnie. Zabrakło mi akcji, która pojawiła się dopiero pod koniec książki, co powodowało, że przez większą jej część nie działo się nic godnego uwagi, i co tylko przedłużało proces czytania i zniechęcało do dalszej lektury.  
Jeśli ktoś z Was czytał, to być może zrozumie mój punkt widzenia, a ci którzy nie czytali a bardzo chcą, to śmiało. Każdemu może podobać się co innego. Dla mnie książka, a właściwie pierwszy tom zasłużył jedynie na poniższą ocenę.
Moja ocena: 3-/5

19 lutego 2015

Szczęśliwa zamiana - Katee Robert

Wyobraź sobie, że chcesz zdobyć mężczyznę, który Twoim zdaniem byłby najlepszym partnerem dla Ciebie – uroczy, inteligentny, odnoszący sukcesy, mający podobne zainteresowania, inny niż ci, których do tej pory spotkałaś. Co robisz? Próbujesz zbliżyć się do niego, ale on tego nie dostrzega. Mówisz sobie: teraz albo nigdy. Dzielą Cię od niego stopnie. Potem kilka kroków i znajdziesz się w jego sypialni. Zastanawiasz się, czy to aby na pewno dobra decyzja. Możesz się jeszcze wycofać, ale tego nie zrobisz.

Gabe właśnie śnił najwspanialszy sen życia. Jakaś kobieta weszła mu do łóżka, dotknęła jego ramienia i cichutko coś szepnęła. Przekręcił się i przeciągnął, zaintrygowany tym szeptem. Był ciekawy, co też podświadomość przygotowała mu na tę noc. Kobieta zbliżyła się na tyle, że wyczuwał już ciepło jej ud przez prześcieradło. Mmmm, to będzie coś wspaniałego.” [s. 11]*    
 
Elle Walser pracuje w galerii sztuki i pragnie zdobyć odpowiedniego mężczyznę. Do tej pory nie miała do nich szczęścia, ale tym razem wybierze dobrze. A tym mężczyzną jest nikt inny jak jej szef, Nathan. Wszystko komplikuje się, gdy znajduje się w jego łóżku z innym mężczyzną niż z tym, z którym planowała. Plan Elle nie tylko spalił na panewce, ale też wprawił ją w ogromne zakłopotanie, a o tym incydencie nie będzie łatwo jej zapomnieć.
Gabe Schultz jest szczęśliwym posiadaczem wielu tatuaży na swoim ciele, a także mężczyzną, któremu kobiety nie odmawiają. Nawet nie przypuszcza, że czeka go niezapomniana przygoda w łóżku brata, która w gruncie rzeczy nie zakończy się tak, jakby tego oczekiwał.
Szczęśliwa zamiana” to początek Szczęśliwej serii, która została właściwie zaszufladkowana jako seria spod znaku „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Nic bardziej mylnego. Kto sądzi, że znalazł książkę podobną do tej napisanej przez E. L. James, ten jest w ogromnym błędzie, bo ta powieść z pewnością nie stała przy Greyu. Nie zakwalifikowałabym jej też jako erotyk.
Powieść została napisana w lekkim tonie, a sceny intymne nie zawierają wulgaryzmów, są bardzo subtelne a zarazem zmysłowe. Książka nie jest przesiąknięta erotyzmem, jakby to się wydawało na pierwszy rzut oka, sądząc po okładce czy opisie książki. Autorka wie, co znaczy dobry smak i właśnie ta powieść jest taka: zabawna, ale i zrównoważona w kwestii scen erotycznych.
Przyznam szczerze, że spodziewałam się czegoś mocniejszego. Może nie na miarę „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, ale książki, którą można nazwać powieścią erotyczną. Czy rozczarowałam się? Absolutnie nie! Katee Robert miło zaskoczyła mnie fabułą, doborem głównych bohaterów, brakiem zbędnych opisów i stylem, o którym można wszystko powiedzieć oprócz tego, że jest wulgarny, nieznośny i odpychający. Niektóre sceny mogłyby być bardziej rozbudowane i przemyślane, ale i tak Robert przekonała mnie do swojej powieści.
*cyt. - Katee Robert: Szczęśliwa zamiana, Warszawa 2013, wydanie I, wyd. Amber
W kategorii erotyk, moja ocena: 5-/5

16 lutego 2015

Pięćdziesiąt twarzy Greya. Ekranizacja.

Pięćdziesiąt twarzy Greya” to film o współczesnym kopciuszku, o nietypowej relacji kobieta – mężczyzna, ale przede wszystkim o seksie i jego odcieniach. Jeśli uważasz, że ten film jest odrealniony, to być może masz rację. Próżno jest szukać mężczyzny – młodego, bogatego, inteligentnego i przystojnego. Gdy ostatnio przeglądałam informacje na temat filmu, znalazłam pewien komentarz, który sprawił, że uśmiechnęłam się. A brzmiało to mniej więcej tak: gdy obejrzysz Greya masz ochotę wrócić do domu i zobaczyć w nim właśnie jego, a zastajesz albo Jasia Fasolę, albo Ferdka z Kiepskich. Nie powiem, ciekawe spostrzeżenie i pewnie jest w tym ziarenko prawdy. Myślę, że właśnie po to są takie filmy, abyśmy wierzyli, że miłość może zmieniać. Dlatego mam prośbę – oglądajmy, ale z przymrużeniem oka. To film, który wychodzi poza schemat, może być inspirującym doświadczeniem i nowym spojrzeniem na intymność.
 
fot. filmweb.pl

Czy ekranizacja jest lepsza od książki?Porównywanie książki z filmem i odwrotnie nigdy nie jest miarodajne, bo to jakby porównywać samochód z rowerem. Książka przekazuje nam więcej szczegółów. I w tym wypadku powieść jest bardziej kontrowersyjna niż film, chociażby ze względu na wulgarny i ordynarny język oraz styl. Reżyserka nie postawiła sobie za cel zrobienia z ekranizacji taniego filmu pornograficznego (za co jestem bardzo wdzięczna!). Sceny miały myć zmysłowe z nutką pieprzu. I tak było. A jeśli czyjeś oczekiwania względem filmu były większe, a wiem, że są takie osoby, to zawiodły się. Dlaczego? – bo nie zobaczyły ostrych scen, bo nie użyto wszystkich rekwizytów, bo może było za mało seksu w seksie. I tych ‘bo’ można mnożyć. Dla mnie ekranizacja każdej książki jest tylko próbą przeniesienia pewnej historii na ekrany i nie oznacza to, że będzie to wierna jej kopia, że aktorzy będą odpowiadać postaciom książkowym, a każda scena z książki zmaterializuje się na ekranie. W przeciwnym razie film mógłby trwać dziesięć godzin. I kto by był w stanie to obejrzeć?  

Wybierając się do kina nie miałam co do filmu żadnych oczekiwań. I wiem, że to się sprawdza. Nie masz oczekiwań, to nie będziesz czuła się zawiedziona, a przecież lepiej jest się miło zaskoczyć, niż stwierdzić „wyobrażałam sobie co innego, zawiodłam się”. W przypadku tej ekranizacji nie zawiodłam się. Co więcej, czuję, że reżyserka poszła we właściwym kierunku i właściwie zinterpretowała książkę i stworzyła miłą dla oka sekwencję obrazów.

Co najbardziej podobało mi się w filmie? – Na pierwszym miejscu znajduje się muzyka do filmu – wybór każdej piosenki, do tego utwory klasyczne. Było to przemyślane. Idealnie dobrany podkład muzyczny pod każdą scenę. Czuję, że tą muzyką film osiągnął Mount Everest. Na drugim miejscu będą obrazy – liczne przybliżenia, zwracanie uwagi na szczegóły, na mowę ciała, piękne widoki z lotu ptaka. Pod względem estetycznym wszystko pasowało. I ta sterylna czystość, wszystko na swoim miejscu jak najbardziej pasowało mi do charakteru i sposobu bycia Greya. Poza tym zmysłowe sceny intymne między Christianem i Anastazją. W żadnym razie nie odbierałam ich jako wulgarnych, chociaż były naznaczone perwersją, którą propaguje Grey.

Moje obawy – Obawiałam się, że przez napisy film straci na przekazie, ale nic takiego się nie stało. Nie było aż tak dużo tekstu do czytania, zatem napisy nie zaburzyły samego procesu oglądania.   

Gra aktorska – Ekranizacji można wiele zarzucić, jeśli ktoś szuka dziury w całym, że jest banalna, nierzeczywista, ale z pewnością nie można nic zarzucić aktorom, którzy (moim skromnym zdaniem) byli wiarygodni. Grey, w którego postać wcielił się Jamie Dornan, był tajemniczy, seksowny, ale też czasami arogancki i bezpośredni. Dakota Johnson (filmowa Anastazja) zagrała nowicjuszkę w sprawach intymnych. Była czarująca, niewinna, trochę zagubiona, nieśmiała, ale co najważniejsze – potrafiła sprzeciwić się zasadom, które wyznaczył Grey. Umykała mu. Nie do końca wpisywała się w obraz „Uległej”, co z pewnością pozwoli odrzucić zarzut, co niektórych osób, wobec jej bierności. Ana nie wpisywała się w kanon kobiety, jaką chciał Christian Grey. I właśnie to pociągało a jednocześnie intrygowało go w niej. Grey – pan i władca, który nie wyobraża sobie życia bez zasad, kontroli, nagle negocjuje warunki umowy z kobietą, która ma zostać jego „Uległą”.

Fikcja a rzeczywistość – ogromny szacunek dla aktorów za ich zaangażowanie, za próbę przeniesienia scen erotycznych na ekran. Zastanawia mnie jednak, jak można kogoś dotykać, całować, wiedząc, że to fikcja i nie przenosząc tego na rzeczywistość. Jak to jest zostawić na moment swoje życie i wczuć się w pewne charaktery, ich emocje bez przenoszenia tego do własnego życia? Gdzie jest granica? I kusi mnie, żeby nazwać rzeczy po imieniu: aktor też ma wiele twarzy – kilka, kilkanaście a może i pięćdziesiąt.

Gra w słowa – Dialogi w filmie były nawet zabawne. Zaskoczyło mnie to, ale pozytywnie. Można było uśmiechnąć się pod nosem. Co niektórzy śmiali się głośniej ;-) Ta gra słów rozładowywała napięcie, które narastało i czekało na swój punkt kulminacyjny.

Playroom -  Pokój zabaw Greya chyba był punktem, na który wszyscy czekali. Nie oszukujmy się. Po co większość z nas poszła do kina? Z pewnością nie dla wątku miłosnego. Czerwony pokój był strategicznym miejscem. To był świat Greya – liczne pejcze, taśmy, sznury, narzędzia czy podwieszenia. Świat zupełnie nam obcy i nieco demoniczny. To chyba jedyny moment, w którym można poczuć obawy, strach przed tym, co nastąpi.

Zakończenie – Takiego zakończenia można było się spodziewać. Kto czytał książkę ten wie w jakim kierunku zmierza znajomość Christiana i Anastazji, a także wie, jak ten dziwny związek zakończy się w pierwszej części trylogii. Mimo to zakończenie filmu było niespodziewane, chyba nikt nie myślał, że akurat w tym momencie, jak Ana wejdzie do windy, nastąpi koniec.

Małe ‘a l e’ -  Ekranizację oceniam pozytywnie, ale odniosłam wrażenie, że sceny mogłyby być bardziej rozwinięte. Dałoby to nam większy wgląd w życie bohaterów. O codzienności Any i Greya wiemy w sumie niewiele. Zabrakło mi dodatkowych informacji o nich. Również przejścia miedzy scenami mogłyby być bardziej spójne.     

Dla kogo – dla każdego: kobiety, mężczyzny. Dla tych, którzy czytali trylogię E. L. James, i dla tych, którzy nie mieli okazji czytać lub zabrakło im odwagi a może i ochoty na tę lekturę.

‘Ogłoszenia parafialne’Nie oceniaj, najpierw obejrzyj. Nie sugeruj się opiniami innych, wyrób sobie własne zdanie.

Moja ocena: 4/5

Dla zainteresowanych moja opinia na temat książki – „50 twarzy Greya” (KLIK)

***

Polubiłam:

Vaults – One last night (KLIK)
Boy Epic – 50 Shades (KLIK)
Ellie Goulding – Love me like you do (KLIK)

13 lutego 2015

Walentynkowy zawrót głowy

Od ilości książek w promocji z okazji Walentynek mnoży mi się przed oczami. Rabaty na książki o miłości, poezję, literaturę erotyczną, a nawet film. Im więcej kupisz, tym lepiej dla Ciebie, bo rabat rośnie z zamówieniem. Oferty mnożą się i spływają na moją skrzynkę. Co jedna, to wydaje się lepsza. Można dostać zawrotu głowy. Gdzie mój rozum? Wszak Walentynki dopiero jutro, a ja już swój straciłam. Od złożenia zamówienia dzieli mnie kilka ‘kliknięć’. Nie! Wróć. I wracam na ziemię. Znów jestem w moim pokoju. Książki z ostatniego zamówienia dumnie prężą się na stoliczku. Przecież mam co czytać. Całe szczęście!

Postanowienie. Nie zamówię żadnej książki w najbliższym czasie. Wytrwałości i zdrowego rozsądku nigdy nie za wiele.

***
Czy Walentynki to dla Was okazja do kolejnych książkowych zamówień?
***
Na myśl o Walentynkach  przychodzą mi do głowy dwa tytuły książek – klasyk, jakim jest „Romeo i Julia” oraz współczesna jej wersja (może co niektórzy skarcą mnie za to porównanie, ale ja widzę podobieństwo) „Samotność w sieci”. Jeśli o miłości, to wybrałabym jedną z nich. Powrót do nich zawsze sprawia mi przyjemność.

A Wam z jaką książką kojarzą się Walentynki?
 
 
 
 
Kochani, zawczasu chciałabym życzyć Wam dużo miłości, nawet jeśli nie świętujecie Walentynek, i aby ten dzień był po prostu okazją do miłych zdarzeń :-)
Marie Bell

12 lutego 2015

Kodeks uczuć - Nora Roberts

Kodeks uczuć” to kontynuacja powieści „Zagraj ze mną”. Obie książki (lub części w zależności od tego, czy ktoś ma dwie historie w jednej książce) łączy to, że w dalszym ciągu pojawiają się w niej Justin, Serena, czy chociażby jej rodzice, ale w centrum zawirowań uczuciowych znalazł się tym razem Caine MacGregor i siostra Justina, Diana Blade.
 


Caine jest wziętym adwokatem, któremu nie brakuje ani klientów, ani kobiet gotowych spędzić z nim noc. Pewnego dnia Serena prosi brata, aby odebrał z lotniska siostrę Justina, Dianę. Ten wybiera się na lotnisko, nie wierząc, że dziewczyna skorzysta z zaproszenia Sereny, ale gdy już ją poznaje, jest nią zauroczony. Nie tylko ze względu na wygląd, ale również z racji zawodu, jaki wykonuje. Diana jest początkującym adwokatem. Miedzy obojgiem rodzi się więź. To właśnie Caine towarzyszy jej w trudnych momentach, kiedy Diana po wielu latach rozłąki spotyka się z Justinem i poznaje prawdę skrywaną przez jej ciotkę. I chociaż Diana trzyma Caine’a na dystans, ten próbuje zbliżyć się do dziewczyny, proponując jej lokum i część spraw sądowych.

Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej części mamy podobne relacje między bohaterami. Rodzące się dopiero co uczucie oraz dystans, na który trzymają panie swoich zalotników. Historia Diany i Caine’a jest, moim zdaniem, mniej intrygująca, ale stanowi wraz z „Zagraj ze mną” zgrany duet.

Moja ocena: 4-/5

10 lutego 2015

Zagraj ze mną - Nora Roberts

Za każdym razem, gdy sięgam po książkę Nory Roberts, zastanawiam się: „Jak ona to robi?”. Wydała ponad 200 powieści, jest znana na całym świecie. A jej pomysły na nowe historie wydają się być studnią bez dna, nigdy nie kończą się. Fenomenalna kobieta i pisarka.

Zagraj ze mną to jedna z tych historii, która może oczarować kobietę, pozwolić jej miło spędzić wieczór i zatracić się w marzeniach o pięknym życiu, ale niekiedy trudnym i okrutnym. Każda książka to historia wyjątkowej miłości, a niekiedy gra, w której oboje mogą wygrać bądź przegrać.

 
Ona ma kochaną rodzinę: ojca, który nieustannie martwi się o swoje dzieci i próbuje im ułożyć życie, matkę, której może wszystko powiedzieć i dwóch braci, którzy skoczyliby za nią w ogień. Serena MacGregor pragnie iść jednak swoją drogą. Uniezależnić się od ojca, dlatego też zostaje krupierką na luksusowym liniowcu. Gdy myśli, że udało się jej rozwinąć skrzydła i ukrócić wpływ rodziny na jej dorosłe życie, poznaje podczas ostatniego rejsu Justina Blade’a, który nie omieszka zostawić jej w spokoju. Robi wszystko, by ją zdobyć.
On doszedł do wszystkiego pracą i bystrością. W jego posiadaniu jest kilka hoteli z kasynami. Za namową przyjaciela, ojca Sereny, udaje się w rejs, w którym spotyka piękną dziewczynę, krupierkę. Justin zawsze ma to, co chce. A tym razem chce mieć tę dziewczynę.
Oboje do pewnego momentu nie domyślają się, że to spotkanie to nie do końca przeznaczenie, ale czyjaś ingerencja. Czy to będzie miało wpływ na ich relacje? Czy Serena pozwoli zbliżyć się do siebie pewnemu siebie i aroganckiemu z pozoru Justinowi? I czy Justin zaangażuje się w ten związek?
Spędziłam miły wieczór czytając „Zagraj ze mną”. Książka wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Bardzo podobało mi się, jak Nora rozegrała spotkanie Sereny i Justina. Można było poczuć napięcie między nimi. Serena odrzucała zaloty Justina, a ten mimo wszystko nie dawał za wygraną. Ta przysłowiowa ‘przepychanka’ pozwoliła odkryć charaktery głównych bohaterów. Silną determinację i nieustępliwość Justina oraz samodzielność i upartość Sereny. Ta gra między nimi w pewnym momencie zakończyła się, przy czym oboje stracili na tonie, stali się ulegli wobec siebie i stało się to zbyt słodkie. Myślałam, że pisarka pójdzie w innym kierunku, ale nie. Mimo wszystko nie żałuję, że przeczytałam tę powieść. To był miły wieczór z intrygującą, ale mimo wszystko lekką książką, którą mogę Wam polecić, jeśli tylko lubicie styl Nory Roberts i nie przeszkadza Wam, że to romans.
W książce jest druga część historii rodziny MacGregorów i Blade’ów, zatytułowana „Kodeks uczuć”, ale o tym już w następnym poście ;-)
Moja ocena: 4/5

5 lutego 2015

Szczęściarz - Nicholas Sparks

Z powieścią „Szczęściarz” miałam do czynienia dużo wcześniej, a właściwie z jej ekranową wersją. Było to jednak na tyle dawno, że pamiętałam zaledwie zarys. Bez szczegółów. I wiecie co, nie lubię wyprzedzać wydarzeń. Miło wspominam ekranizację, ale to odebrało książce jej niepowtarzalność, a mi jako czytelnikowi zainteresowanie i przeżywanie tej historii, tak jakbym czytała ją po raz pierwszy. I chyba nikogo nie zdziwi, że Logan i Beth przybrali twarze aktorów. I właśnie tak na nich patrzyłam. Przed oczami miałam nie długowłosego Logana tylko Zaka Efrona.
 
Po przeczytaniu książki sięgnęłam jeszcze raz po film. Obejrzałam, ale tym razem nie zrobił na mnie wrażenia, jak było to za pierwszym razem. Dopiero teraz widzę znaczne różnice. Oczywiście pewne motywy książkowe zostały przeniesione na ekran i właściwie na tym kończy się podobieństwo z powieścią. Poczynając od wyglądu, po wiek syna Beth i samego Logana. I zastanawiam się, dlaczego takie szczegóły zostały zmienione. Inne okoliczności poznania się Beth i Logana w książce i w filmie. Inny przebieg zdarzeń podczas ratowania Bena. Inaczej zaczyna się film a inaczej książka. Czy nadal jest to ta sama historia? Dla mnie ekranizacja, jaką zobaczyłam, jest jedynie uproszczeniem, niepełnym tworem. Sekwencją wybiórczych scen.

Ale do rzeczy!
Szczęściarz to Logan. Służył w piechocie morskiej. Odbył służbę w Iraku. I wiele razy otarł się o śmierć. Pewnego razu znajduje zdjęcie młodej dziewczyny. Wie jedynie, że jest śliczna, a jej imię rozpoczyna się na literę E. Kimkolwiek jest, przyniosła mu szczęście – tak przynajmniej uważa przyjaciel Logana, Victor. Misja dobiega końca, a Logan postanawia odnaleźć tę dziewczynę, przemierzając kraj w jej poszukiwaniu. Gdy odnajduje ją w Hampton, nie ma odwagi wyznać jej prawdy, jak fotografia trafiła w jego ręce. Daje sobie czas, aby bliżej poznać Elisabeth. Dowiaduje się też, że dziewczyna rozwiodła się i wychowuje syna. Czy Logan odwdzięczy się Beth za ‘ochronę’? Czy odmieni jej życie? I czy wygra starcie z jej byłym mężem Keithem?
Historia Logana i rodziny Beth może jak najbardziej zainteresować czytelnika. Opisy miejsc, sytuacji pozwalają wejrzeć dogłębnie w świat bohaterów. Gdybym miała wybierać między powieścią a jej ekranizacją, wybrałabym bez wahania książkę. Moje odczucia, co do powieści są jak najbardziej pozytywne, stąd i pozytywna ocena. Polecam ją tym, którzy lubią twórczość Sparksa. Cenią sobie jego styl. Lekkość pióra i niepowtarzalność.   
Moja ocena: 5/5