6 sierpnia 2015

Weźmiemy ze sobą dzieci. Ostatnie lata życia rodziny Goebbelsów – Petra Fohrmann

Weźmiemy ze sobą dzieci” zdaje się być jedyną książką traktującą o życiu szóstki dzieci Magdy i Josepha Goebbelsów. Petra Fohrmann na podstawie rozmów z byłą wychowawczynią dzieci Goebbelsów, Käthe Hübner, przybliża ich losy i to jak przebiegało ich krótkie życie, dodając w ten sposób kolejny „element układanki do wielkiego obrazu okresu nazistowskiego” [s.12].
 
Käthe Hübner urodziła się 16 marca 1920 roku. Była kierowniczką przedszkola a następnie od 1943 do 1945 pracowała u rodziny Goebbelsów jako wychowawczyni Helgi, Hildy i Helmuta. W 1944 roku wyszła za mąż za Herberta Leske. Po wojnie dowiedziała się, że jej mąż nie żyje.
 
Käthe Hübner przytacza różne sytuacje, jakich była świadkiem, co może sugerować  podejście dzieci do rodziców i odwrotnie, mimo wszystko po książce i jej tytule można było spodziewać się znacznie ‘większego materiału dowodowego’ przez co pewnie niejedna osoba może czuć się rozczarowana. Te braki zostały jednak wypełnione wieloma czarnobiałymi zdjęciami, m.in. ze zbiorów prywatnych Hübner.
„Goebbels zawsze nazywał Magdę <cukiereczkiem>. Rodzice byli dla siebie bardzo mili. Po skończeniu posiłku Goebbels chętnie przekomarzał się z dziećmi. Zawsze starał się je nieco zmobilizować, by mu się przeciwstawiały. W szczególności dotyczyło to jego jedynego syna Helmuta, który wydawał mu się zbyt uprzejmy, ufny, marzycielski.” [s. 55]
Książka nie dostarcza wyczerpujących informacji na temat dzieci Goebbelsów. Jest bardzo powierzchowna, dzięki czemu nawet laik może sięgnąć po nią. Zabrakło mi jednak opisów, jakie były dzieci z charakteru, co lubiły, a czego nie. Może autorka uznała to za zbędne, bo nie tego w tej książce szukałby potencjalny czytelnik, a raczej tego, jakimi rodzicami byli Magda i Joseph. A nawet i w przypadku tej kwestii nie znajdujemy wyczerpującej odpowiedzi.
Joseph Goebbels pod koniec wojny rzadko przyjeżdżał do posiadłości nad Bogensee, co pozwala stwierdzić, że niewiele czasu poświęcał dzieciom. Z rozmów z Hübner wynika, że również Magda Goebbels miała swoje obowiązki i nie zawsze znajdowała czas dla dzieci.
Magda Goebbels nie zawsze była dostępna dla dzieci! Zresztą one były do tego przyzwyczajone. Muszę jednak powiedzieć, że gdy dzieci chciały się wyżalić, to wtedy najczęściej była do ich dyspozycji.” [s. 61]
Idylla w domu Goebbelsów wydaje się być złudna. Jest przykrywką dla propagowanej wszem i wobec ideologii. Magda Goebbels z sympatii do Hitlera nadała każdemu dziecku imię rozpoczynające się na literę ‘H’ i również jemu poświęca swoje dzieci, gdy zbliża się nieunikniony koniec Trzeciej Rzeszy. Joseph Goebbels z kolei wykorzystywał dzieci do celów propagandowych.
Szczególny oddźwięk społeczny miały mieć także filmy, które kręcono podczas urodzin z myślą, by zaprezentować je narodowi niemieckiemu. Widzowie mogli na przykład wzruszyć się, słuchając dzieci śpiewających swojemu ojcu serenadę w dniu jego czterdziestych urodzin. Wynika z tego, że dzieci Goebbelsa były traktowane instrumentalnie i wykorzystywane przez niego do jego własnych celów.[s. 97]
Po lekturze książki, obejrzeniu zdjęć i przeczytaniu listów dzieci skierowanych do Käthe Hübner z okazji jej ślubu dochodzi do mnie jak okrutnie los obszedł się z 12-letnią Helgą, 11-letnią Hilde, 9-letnim Helmutem, 8-letnią Holde, 6-letnią Heddą i 4-letnią Heide. Życie dzieci powinno być beztroskie. I w pewnym sensie takie było, do momentu, w którym rodzice nie podjęli decyzji o ich ‘odejściu’. Magda Goebbels otruła swoje dzieci w bunkrze Führera z pomocą Kunza i Stumpfeggera, uznając że to jedyne wyjście z sytuacji, w obliczu przegranej wojny.
 
To jest Helga, najstarsza, urodziła się w 1932 roku. Całkiem rozsądna. Helga wszystko to trochę przeczuwała. Podczas gdy inne dzieci wciąż radośnie myślały: <o, idziemy do bunkra Führera…>[s. 119]
Kim byłyby, gdyby pozwolono im żyć? Czy brzemię rodziców wpłynęłoby na ich życie po wojnie? Czy gdyby pozostawiono im wybór, wybrałyby życie? – Na te i inne pytania nie poznamy już odpowiedzi. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że rodzice pozbawili życia własne dzieci w imię wydumanych wartości i własnego egocentryzmu.
Moja ocena: 4/5
*cytaty pochodzą z: "Weźmiemy ze sobą dzieci. Ostatnie lata życia rodziny Goebbelsów", Petra Fohrmann, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2015 
*dla zainteresowanych fragment książki - klik (PDF)
 

 

5 komentarzy:

  1. Mam ogromną chrapkę na tą książkę. I mojemu chłopakowi też by się z pewnością spodobała, lubi historyczne ksiązki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tematyka książki nie wzbudziła mojego zainteresowania, więc jednak odpuszczę ją sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Straszne jest to ze tym dzieciom odebrano szansę na normalne, dorosłe życie. Szkoda że książka nie jest doskonała. Jak na razie sobie ją odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Straszny kawałek historii, cieszę się, że ja miałam normalne dzieciństwo. Po książkę chętnie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam historię tych dzieci, ale i tak sięgnę po kolejną książkę o tej rodzinie.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)