30 kwietnia 2015

Przegląd filmowy - kwiecień 2015

Ostatni dzień kwietnia. Pora na podsumowanie miesiąca. A w tym miesiącu niewiele działo się pod względem filmowym. Widziałam dwa filmy, które łączy tematyka. Pierwszym filmem jest „Pożyczony narzeczony”. Inspiracją dla niego okazała się książka Emily Giffin – „Coś pożyczonego”. Znacie? Wiedzieliście o tym? Książki jeszcze nie czytałam, póki co czytam „Sto dni po ślubie”. „Pożyczony narzeczony” nie jest filmem, który w jakiś sposób skradł moje serce. Miał być romantyczny, ale taki nie był, przynajmniej dla mnie. Miał pokazać, że bliskie naszemu sercu osoby często są obok nas a nawet tego nie zauważamy albo zauważamy a nie potrafimy zawalczyć o swoje szczęście, mimo tego że podobamy się z wzajemnością drugiej osobie. A gdy ta osoba wiąże się z naszą najlepszą przyjaciółką myślimy, że jest już za późno na ‘odczarowanie’ tej sytuacji, ale czy aby na pewno? Ciekawa fabuła – jak na romantyczny film – została nieromantycznie potraktowana. Kate Hudson jako filmowa Darcy jest tak irytująca i skupiona na samej sobie, że nie da się jej oglądać, a niezdecydowana i marudna Rachel (Ginnifer Goodwin) przyprawia niemal o mdłości. Do tego Dex, wokół którego panuje to całe zamieszanie (Colin Egglesfield), nie ma własnego zdania i nie potrafi wybrać między kobietą, którą kocha a tą, którą ma poślubić. Nie wiem już, co w tym filmie jest gorsze: obsada aktorska czy scenariusz.
fot. filmweb.pl
 
Moja ocena: 2/5
Minusy:
- gra aktorska
- kluczowa scena dla tego filmu, kiedy Rachel i Dex zdradzają Darcy została potraktowana bardzo powierzchownie
- kiepski scenariusz, mało interesujące dialogi
Gatunek: Komedia, Romans /  Rok: 2011
Love, Rosie” - jak na ironię – wprowadza widza w tę samą tematykę, ale bardziej efektownie. Czasami niedopowiedzenia rzucają w ramiona kogoś innego. I może warto jest mówić o swoich uczuciach na przekór wszystkiemu, żeby potem nie żałować. Rosie i Alex znają się od dziecka. Dzielą się każdą nowiną, rozmawiają o wszystkim, ale nie o uczuciach względem siebie. Sytuacja zmienia się, gdy Alex wyjeżdża na studia a Rosie zachodzi w ciążę w nieoczekiwanym momencie i z chłopakiem, którego nie kocha. I chociaż tutaj, w tym filmie, pojawiają się absurdalne sytuacje jak ciąża Rosie czy odprowadzenie córki do szkoły z ramą łóżka u boku, to ma się wrażenie, że to nic takiego, bo film wydaje się być magiczny, zachęca do dalszego śledzenia losów głównych bohaterów. Czy ich ścieżki życiowe połączą się kiedyś? Czy oboje odkryją, co i jak wiele ich łączy? O tym przekonacie się oglądając ten film. Jeśli ktoś nie wie, to już śpieszę z informacją, że inspiracją dla filmu była książka Ceceli Ahern „Na końcu tęczy”.
 
fot. filmweb.pl
 
 
Moja ocena: 4/5
Minusy:
- absurdalność niektórych scen
Gatunek: komedia romantyczna / Rok: 2014
 

7 komentarzy:

  1. https://www.facebook.com/828585590492895/photos/a.829044107113710.1073741827.828585590492895/1018665114818274/?type=1&theater Zapraszam do udziału w konkursie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ,,Love, Rosie" chcę bardzo obejrzeć, może w najbliższym czasie mi się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie mam się w ogóle czym pochwalić, nie obejrzałam żadnego filmu :( Brakuje mi na nie czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię doskonale, czasami też nie mam na to czasu, ani na czytanie, ani na oglądanie.

      Usuń
  4. "Love, Rosie" obejrzałam i nawet film mi się podobał. Ale książka bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę na pewno kiedyś przeczytam. Skoro film spodobał mi sie, to myślę, że książka zrobi na mnie duże większe wrażenie.

      Usuń
  5. Love Rosie mi się podobało, ale bez rewelacji. Natomiast bardzo ładna gra aktorska:))
    gabxreadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)