17 marca 2015

Szczęśliwa przegrana - Katee Robert

Intrygująca i wciągająca – tymi słowami można określić „Szczęśliwą przegraną”. Trzecią część Szczęśliwej serii. Gdy po ośmiu latach Chelsea otrzymuje zaproszenie na ślub Gabe’a Schultza jest przekonana, że to sprawka Nathana. Ma jedynie wątpliwości, czy jest sens wracać do przeszłości, ale postanawia się z nią zmierzyć i raz na zawsze rozprawić. – Kilka lat temu Nathan pozwolił odejść miłości swojego życia. Dziś wie, że był to błąd i ma zamiar odzyskać Chelsea.
 
Plan Nathana nie jest żadnym misternym planem, który może zagwarantować mu wygraną w postaci ukochanej kobiety. Ma zamiar pokazać Chelsea jak wiele straciła odchodząc i że nadal pragnie ona jego bliskości oraz nie potrafi bez niego żyć. Przy ich pierwszym spotkaniu po tylu latach oboje z trudem radzą sobie z napięciem, które tworzy się miedzy nimi. Ten żar zaślepia ich i niweczy wcześniej ustalone plany. Chelsea pragnie rozwodu, a Nathan odzyskać żonę. Przy tak rozbieżnych celach trudno o kompromis. Nathan stawia wszystko na jedną kartę – Chelsea spędzi z nim weekend i dostosuje się do niego w zamian za podpis na dokumentach rozwodowych.

 
Muszę przyznać, że trzecia część serii zaskoczyła mnie. Nie spodziewałam się, że Nathan jest żonaty. W pierwszej i drugiej części nie było o tym ani słowa. Gra, w którą oboje decydują się zagrać, jest grą o wszystko. Sceny intymne, których w „Szczęśliwej przegranie” jest najwięcej, budują napięcie między bohaterami i pozwalają zauważyć, że Chelsea i Nathan są dla siebie stworzeni. A te wszystkie lata rozłąki były jakąś katorgą, zresztą uzasadnioną, bo żadne z nich nie rozpoczęło de facto nowego życia.
Opisy scen erotycznych były dosadne, ale nie wulgarne, pretensjonalne czy trywialne. Były opowiedziane w taki normalny i przystępny sposób, który nie raził i nie zniechęcał do dalszego czytania, co nie znaczy, że ta seria nie ma żadnych minusów, bo ma. Żałuję, że autorka nie rozbudowała niektórych scen, a skupiła się w szczególności na wewnętrznych pragnieniach i obawach głównych bohaterów. Oczywiście to ma swoje plusy, zminimalizowała wszelkie niepotrzebne opisy, ale mogłaby pokusić się o ciekawsze (momentami) sytuacje, w których znaleźli się Chelsea i Nathan. Niezrozumiałe były także okoliczności, w jakich oboje rozstali się. Powodów mogło być wiele, ale te, na które zdecydowała się Katee Robert nie przemawiają do mnie. Zabrakło na nie pomysłu.
 
Jednak największym minusem tej serii, a już w ogóle „Szczęśliwej przegranej” są niedociągnięcia typu: literówki, miejscami brak wyrazu oraz błędy składniowe, np. „Przez cały wieczór będę miał na nimi kontrolę.” [s. 98]; „Patrzył na nią, jakby wszystko zależało do jej odpowiedzi, (…)” [s. 93]; „Wygramoliła się brzeg jak ryba wyrzucona z wody i ciężko dysząc, pozbierała się z ziemi.” [s. 87]; „Ale pora na jeszcze nie przyszła.” [s. 19]; „Zrozpaczona, przeszukała torebkę w poszukiwaniu telefon.” [s. 179]. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale do jasnej pogody (!), gdzie podziała się korekta. Rzekomo jest, ale jakby jej nie było. Czy ktokolwiek to czytał i poprawiał? Rozumiem, że błędy zdarzają się. W takiej jednak ilości rożnych niedociągnięć, czuję, że to działa na niekorzyść pisarki, pomimo że jest to przekład tekstu z jednego języka na drugi, ale niesmak i tak pozostaje.
Moja ocena: 
gdybym oceniała książkę tylko pod względem treści, to otrzymałaby '4', ale biorąc pod uwagę wszystkie minusy oceniam jedynie na '3'

1 komentarz:

  1. Erotyk :) Nie czytałam żadnej z części. Po Twojej oceny wygląda mi na średniaka. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)