2 marca 2015

Przebudzenie w ramionach księcia

Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam romans historyczny. Do książki podeszłam z rezerwą, a nawet niechęcią. Nie miałam jej w planach. Po prostu dostałam ją – „trzymaj, przeczytaj… dobra jest; tak mniej więcej to wyglądało, jak zostało przedstawione w książce”. I rzeczywiście Lorraine Heath przenosi swoich czytelników do czasów, żeby nie powiedzieć zamierzchłych, ale z pewnością nam bardzo odległych. Rzecz dzieje się w Herndon Hall, pod koniec roku 1860. Markiz Walfort prosi swojego kuzyna, księcia Ainsley’a o przysługę – „Uznam, że w pełni spłaciłeś swój dług, jeśli dasz mojej żonie dziecko.” [*s. 7] Tymi słowami rozpoczyna się historia markiza, jego żony lady Jayne oraz księcia Ainsley’a. Pierwsze co nasuwa się na myśl, to skandale – i w tych czasach nie były niczym niezwykłym. Romanse, nieślubne dzieci. Wszystko to jednak było na tyle zawoalowane, aby sprawiało pozory przyzwoitości i moralności.
 


Lady Jayne nie należy do najszczęśliwszych kobiet. Straciła dziecko w wyniku szoku, jaki doznała na wieść o wypadku męża. Markiz Walfort został kaleką na całe życie, a ponadto nie jest w stanie obdarować ją kolejnym potomkiem. Cała swoją gorycz Jayne przelewa na kuzyna męża, który również brał udział w wypadku, ale wyszedł z niego niemal bez szwanku. A propozycja Walforta, żeby dać jego żonie dziecko, wydaje się być kuriozalna i nieetyczna. Warunki są jednak jasne – Ainsley ma spędzić miesiąc z Jayne w celu podarowania jej syna bądź córki, z naciskiem na to pierwsze, a następnie zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Czy można aż tak wiele wymagać od przyjaciela, posunąć się do tego, co nie ma nic wspólnego z przyzwoitością? Oddać cząstkę siebie i zapomnieć?

Ainsley, cieszący się mianem wyjątkowego kochanka i uwodziciela, będzie miał nie lada problem z uzyskaniem odrobiny sympatii ze strony Jayne, a co dopiero żeby zachęcić ją do zerwania przysięgi małżeńskiej i przespania się z nim z własnych egoistycznych pobudek, czyli chęci posiadania dziecka. Jayne staje przed dylematem – dochować wierności mężowi i przestrzegać zasad powszechnie ustanowionych lub uczynić życie Walforta i swoje szczęśliwszym, dając mu dziedzica.

Przebudzenie w ramionach księcia” to specyficzna książka, oddająca klimat tamtych lat, zagłębiająca w tajniki ówczesnego życia z romansem na czele. To wycinek z życia zamożnych, gdzie podwójna moralność wydaje się być na porządku dziennym. Romanse i zdrady są z pozoru niepożądane, a mimo to maja rację bytu. Jayne jawi się tutaj jako ‘ofiara’ męskich decyzji, ale także skandalistka, bo nie wszystko będzie miało taki obrót, jak to zostało pierwotnie zaplanowane. Sekrety i tajemnice ujrzą światło dzienne.

Bardzo podobała mi się fabuła tej książki. Ten aspekt historyczny również ma tutaj ogromne znaczenie. A sposób, w jaki Heath opisuje historię miłosną zachęca jak najbardziej do zaczytania się w tej lekturze.

Przebudzenie w ramionach księcia” jest trzecią częścią trylogii, w której ukazały się także „Odzyskana miłość” oraz „Jego przyjemności”. Niestety nie poznałam pierwszej i drugiej części, ale mam nadzieje to nadrobić. ‘Pióro’ Lorraine Heath działa jak magnes i aż kusi, żeby sięgnąć po inne jej książki. Nie jest to z pewnością ostatnia książka jej autorstwa, po jaką sięgnęłam.

W kategorii romans, moja ocena: 5/5

*„Przebudzenie w ramionach księcia” - Lorraine Heath, Warszawa 2013, wydanie I, wyd. Amber

15 komentarzy:

  1. Uświadomiłaś mi,że ja też już dawno nie czytałam, takiego typowego romansu historycznego;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli mowa o książkach historycznych - mówię nie. A tym bardziej romans historyczny. Zdecydowanie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią sięgnę :-) Lubię powieści historyczne :-) jakiś czas temu czytałam "Katarzynę Wielką" Ewy Stachniak i też roiło się tam od skandali, więc polecam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie się zapowiada. Chociaż nie gustuję w takim gatunku, to myślę, że przyszłości sięgną po tą książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzadko sięgam po romanse historyczne, ale czasami zdarza mi się. Odnośnie powyższej książki będę mieć ją na uwadze, chociaż przyznam, że wolałabym zacząć przygodę z tą trylogią od pierwszego tomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej zacząć od początku, ale powiem szczerze, że nie odczułam tego. Książkę czyta się jako coś odrębnego.

      Usuń
  6. Chyba trzeba by było zacząć od początku. Będę miała na uwadze tę trylogię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, ale nie czuję, że coś straciłam z tego, że przeczytałam najpierw trzecią część.

      Usuń
  7. Bardzo chciałabym przeczytać w końcu jakiś romans historyczny, ale nigdy nie jest mi to dane. Obecnie na przykład mam inne upodobania czytelnicze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba jeszcze nigdy nie czytałam romansu historycznego. Ta książka wydaje się być idealnym "pierwszym razem" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście. Idealna na 'pierwszy raz' ;)

      Usuń
  9. Nie czytałam jeszcze takiego gatunku, ale sądzę, że warto ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)