17 lipca 2014

Pudełko ze szpilkami - Grażyna Plebanek

Nie wiem, od której godziny mocz staje się ranny. Zastanawiam się nad tym do 6.54, w końcu wstałam, rozpakowałam test ciążowy, przeczytałam instrukcję obsługi i oparłam się o zimny brzeg umywalki. O 7.00 opuściłam spodnie od piżamy i przycupnęłam nad sedesem.” [s. 7] – tak rozpoczyna się nowy rozdział w życiu Marty. Prawda, że przewrotnie? Komuś, kto nie wybiega daleko w przyszłość, chce skoncentrować się na teraźniejszości, pracy i w końcu poświęcić się karierze zawodowej ciąża może pokrzyżować plany.

Marta to wypisz wymaluj portret współczesnej kobiety. Trzydziestolatki, której nie spieszno do awansu na kurę domową. A przelotne romanse dają jej poczucie wolności i spełnienia. Kiedy ma szansę na awans zawodowy okazuje się, że jest w ciąży z nieznajomym, a na dodatek ma on być jej szefem. Przed Martą wiele dylematów, od ciąży po ślub i przeprowadzkę. Czy właśnie tego chce od życia?
Zrezygnować z bycia w ciąży. Pięknie. Zdymisjonować się ciążowo. Jak dojrzale! Przetransferować się na stanowisko nieciążowe. Masa możliwości. Złożyć ciążowe wypowiedzenie. Też wyjście. Tylko komu? Mojemu nowemu szefowi?!” [s. 40]

 
Pudełko ze szpilkami” jest swoistą dysputą o miejscu kobiet w życiu zawodowym. Kobieta może odnieść sukces w korporacji, ale kosztem życia rodzinnego. Albo jest tytanem pracy i wyrodną matką, albo kurą domową i kochającą mamą. Oczywiste zatem jest, że nie można pogodzić oczekiwań rodziny i wymagań szefa/szefowej. A z drugiej strony, czy opieka nad dzieckiem wpływa korzystnie na postrzeganie rzeczywistości przez kobietę-mamę? Oczami Marty widzimy nie tylko usilne próby pogodzenia dwóch wzajemnie wykluczających się światów, ale także z czym wiąże się, lub i nie, macierzyństwo.
Piaskownica to wylęgarnia dużych kretynek, tyjących na bułkach z budyniem, chroniących nosy listkami babki przed palącymi promieniami. Słońce nie zna litości dla matek przycupniętych na brzegu piaskownicy. Z dziurą na twarzy przypomina się syfilityka, a do syfilityka nikt się nie zbliży. Do nas też nikt nie podchodzi, właściciele psów krążą z daleka, nawet dozorczyni omija nas szerokim łukiem – to kobieta pracująca, my nie.” [s. 198]
Plebanek porusza kwestię macierzyństwa i kariery zawodowej kobiet z dużą dawką humoru i błyskotliwością. Trudno do tych ram stworzyć odpowiednią historię. A co znaczy w ogóle odpowiednia? Dla mnie to taka, która wciągnęłaby na dobrych kilka godzin. Czy było tak z historią Marty? Niestety nie. O ile Plebanek skupiła się na językowej stronie tej historii, o tyle zabrakło pomysłu na samą historię. Jej opowieść przeczytałam nie dlatego, że koniecznie chciałam uczestniczyć w tej polemice, ale dla języka, który o wiele bardziej wyróżniał się i bawił. Brakowało mi także w tej historii spójności. Momentami gubiłam się, bezpowrotnie.
Jeśli jednak jesteście w stanie ponieść ryzyko zagubienia się w, moim zdaniem, mało wciągającej historii, przekonacie się, że mimo wad ta książka ma również walory językowe: humor i cięty język. Chyba nikt nie operuje językiem (jak mieczem?) jak właśnie Plebanek. Skusicie się?  
Moja ocena (dość sroga): 5/10
PS. Tylko nie zniechęcajcie się. To moja ocena i spostrzeżenia. Wasze odczucia mogą być zupełnie inne. Najlepiej samemu przekonać się.

14 lipca 2014

Podarunek - Richard Paul Evans

Richard Paul Evans jest jednym z moich ulubionych pisarzy, ale to chyba wiedzą wszyscy, a przynajmniej ci, którzy do mnie zaglądają. Tym razem miałam możliwość przeczytania „Podarunku”. I wiecie co, żałuję, że nie mogę tej książki zachować. Nie dlatego, że kolekcjonuję powieści Evansa, chociaż rzeczywiście tak jest, ale dlatego że to wyjątkowa książka i wyjątkowa historia. Evans jak zwykle łapie za serce, porusza i pozwala zatrzymać się, zastanowić nad swoim życiem. Jak czytam jego powieści mam wrażenie, że przenoszą mnie w inny wymiar. Dają możliwość głębszej analizy.

Natan Hurst jest pracownikiem działu ochrony sieci sklepów muzycznych. Już na samym wstępie dowiadujemy się, że cierpi na zespół Tourette’a. Życie z tą chorobą nie jest łatwe. Pewnego dnia poznaje na lotnisku kobietę z dwójką dzieci. Ze względu na śnieżycę wszystkie loty zostały odwołane. Natan decyduje się pomóc tej rodzinie, nie mając pojęcia, jak bardzo jego los zmieni się pod wpływem znajomości z Addison, Elisabeth i Collinem. Natan wyzdrowieje za sprawą chłopca nie tylko z zapalenia oskrzeli, ale również z tików, wywołanych chorobą. Czy będzie w stanie zrozumieć, jak do tego doszło? Czy uwierzy w dar Collina? I czy taki cud jest możliwy?

 
Podarunek” to wzruszająca historia. Z jednej strony Natan, który zmaga się z chorobą, a z drugiej chłopiec, jeszcze dziecko, który choruje na białaczkę. A między nimi kobieta, Addison, która pragnie szczęścia i zdrowia dla synka i poznaje mężczyznę swojego życia. Powieść ta wydaje się być odrealniona, a może nawet taka jest, ale daje czytelnikowi pozytywny ładunek energii, pozwala wierzyć w cuda i jest nadzieją na lepsze jutro. Mimo tego, że Evans jak zwykle oczarowuje, pokrzepia serca swoich czytelników, można czuć niedosyt. Jeśli autor pokusił się o przedstawienie syndromu, na jaki cierpi Natan, szkoda, że nie zgłębił tematu, nie przekazał nam, jak bohater zmaga się ze słabościami, na które nie ma wpływu, a są jego udręką. Być może ta powierzchowność wynika z tego, ze Natana prześladuje przeszłość, która również będzie miała znaczenie dla jego przyszłości.  
Niemniej jednak warto sięgnąć po książkę. Przeczytać ją i wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Dla niektórych może być ona siłą do walki z własnymi słabościami, z chorobą, ze smutkami. Książki naprawdę pokrzepiają. Ta jest tego dowodem.    
 
Moja ocena: 8/10

10 lipca 2014

Telefon od anioła - Guillaume Musso

Na „Telefon od anioła” czekałam z niecierpliwością. Pamiętam jak potem z wypiekami na twarzy czytałam strona po stronie, rozdział po rozdziale. To już nie była ta jedna z powieści Musso, którą znam. Tym razem pisarz zaskoczył mnie. Romantycznego thrillera w jego wykonaniu nie spodziewałam się, a jednak. Nie sposób zaprzeczyć, że Guillaume Musso jest mistrzem w kreowaniu atmosfery tajemnicy, że trzyma w napięciu do ostatnich stronic, i że zazwyczaj nie pozwala przewidzieć ruchu bohatera ani następujących po sobie wydarzeń.

Wierzysz w przeznaczenie? A może w zbieg okoliczności, przypadek? Wyobraź sobie, że pewnego dnia, będąc na lotnisku w Nowym Jorku, zamieniasz się telefonem z nieznajomym/ nieznajomą, zupełnie przypadkiem. Nie zdając sobie z tego sprawy. Wokół tłoczno, w końcu to miejsce publiczne, restauracja, a Ty chcesz coś zjeść i właśnie upatrzony przez Ciebie wolny stolik zaraz będzie zajęty. Nie trudno zatem o taką sytuację. I co dzieje się, gdy zdajesz sobie w końcu sprawę z tego, że trzymasz w ręku nie swój telefon? Przyglądasz się komórce i czujesz jak Twoje ciało uderza fala gorąca? Na zwrócenie telefonu jest już za późno. Dzielą Was tysiące kilometrów. Co zrobisz? Zamierzasz sprawdzić zawartość nie swojego telefonu, żeby dowiedzieć się czegoś o nieznajomym/ nieznajomej? A co jeśli przeczytanie tych informacji będzie równoznaczne z otwarciem puszki Pandory? Zarówno Madeline, jak i Jonathan mają dużo do stracenia. To, co jest ich tajemnicą, może zostać odkryte.
 
 
Madeline i Jonathan wpadli na siebie z impetem. Wszystko, co stało na obydwu tacach – czajniczek z herbatą, jabłko, kanapka, butelka coca-coli, kieliszek wina – pofrunęło w powietrze i z hałasem spadło na podłogę. Przestraszony Charly upuścił swoją tacę i zaczął płakać.
Co za kretynka! – zdenerwował się Jonathan, z trudem podnosząc się z posadzki.
- Nie może pani uważać?! – krzyknął.
Co za idiota! – zdenerwowała się Madeline, uświadamiając sobie, co się stało.
- Bo to moja wina, tak?! To raczej pan powinien uważać! – wykrzyknęła, wiedząc, że najlepszą obroną jest atak. Podniosła z podłogi telefon, torebkę i klucze.
Jonathan pochylił się ku przestraszonemu synkowi, żeby go uspokoić, i podniósł kanapkę w celofanowym opakowaniu, butelkę wody i swoją komórkę.” – s. 21-22    
Musso idealnie łączy wątki. Pozwala wejrzeć w świat Madeline i Jonathana. Jako czytelnik mam świadomość, że wchodzę z butami w czyjeś życie i od tego momentu jestem częścią tej historii, a może tylko obserwatorem, bo i ja nie wiem wszystkiego, doszukuję się powiązań, chcę zrozumieć, to na co jest jeszcze za wcześnie. „Telefon od anioła” to wciągająca historia. Jeśli thriller jest Twoim ulubionym gatunkiem, to z pewnością i ten przyciągnie Twoją uwagę, a jeśli nie, to nic nie szkodzi, bo to wersja light. Z pewnością wrócę do tej książki. A Wy? Czytaliście?
Moja ocena: 10/10

6 lipca 2014

Lipcowe nowości

Nie miałam zamawiać kolejnych książek.
A stało się zupełnie inaczej. Pewnie wiecie jak to jest.
Postanawiasz sobie, że już żadnej książki nie kupisz, a w zamian za to odwiedzisz bibliotekę.
I jak kończą się takie postanowienia?
Właśnie tak, jak na załączonym obrazku ;)