6 listopada 2014

Do utraty tchu - Portia Da Costa

Do utraty tchu” to podobno obowiązkowa lektura dla wszystkich miłośniczek powieści erotycznej „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Czyżby? Może uwierzyłabym w to, gdybym aż tak często nie spotykała się z tym twierdzeniem, ochoczo umieszczanym przez wydawców, którzy nie omieszkują wypromować swoich powieści za wszelką cenę. Reklama dźwignią handlu – chyba nikogo już to nie dziwi. Grey, który wywołał burzę na całym świecie, wciąż wyznacza trendy. Czy książka nie może się sama obronić? Treścią, pomysłem, językiem, a nawet powierzchownie – okładką? Czy potrzeba jej odwołania do ‘Greya’, [który zdaje się być wyznacznikiem atrakcyjności], aby odnieść sukces?


Może teraz Was zawiodę, ale to nie jest historia na miarę Greya, i z pewnością nie jest to też lektura obowiązkowa dla tych, którzy zachwycali się losami Christiana i Anastazji. O nie! Do utarty tchu” to raczej ‘love story’ w disneyowskim stylu. Kobieta, mężczyzna a może i dwóch mężczyzn. Jeden to tajemniczo brzmiący Nemezis, autor pretensjonalnych i perwersyjnych listów. Drugi – Daniel, powściągliwy i na pierwszy rzut oka zawstydzony widokiem pięknej kobiety profesor historii. Czy to możliwe, że Daniel i Nemezis to jedna i ta sama osoba? Gwen, młoda bibliotekarka, wciąga się w wirtualny flirt z Nemezis i jednocześnie podejmuje erotyczną grę z Danielem. Z każdym dniem jest bliższa rozwiązania zagadki, kim jest tajemniczy nieznajomy, który doprowadza ją do orgazmu i wymierza karę za nieposłuszeństwo.
Książka autorki jest przewidywalna, chociaż opis fabuły sprawił, że miałam ogromną ochotę ją przeczytać. Wydawała się interesująca, zwłaszcza, że trudno napisać frapującą i wciągającą powieść erotyczną. Mógł to być rzeczywiście erotyk na miarę Greya, ale nie był. Nie wywoływał sprzecznych uczuć, nie bulwersował w takim stopniu, w jakim można było się spodziewać, był raczej zachowawczy, zmysłowy, ale bliżej mu do romansu niż do erotyku. A postaci nie były wyraziste i aż tak charyzmatyczne, jak tego bym oczekiwała.
Nie zaprzeczę, były sceny erotyczne, pojawiały się wulgarne słowa, chociaż z tym może być różnie, co dla jednych jest wulgarne, bulwersujące, dla innych wprost przeciwnie. Sama forma, język nie budzą zastrzeżeń, w przeciwieństwie do trylogii o Greyu, gdzie język był prosty, żeby nie powiedzieć żenujący. Tu jest inaczej, z pewnością na plus.        
Dla kogo ta powieść? – dla tych, którzy podchodzą do tego typu literatury z dystansem, dla tych którzy lubią lekkie, zmysłowe powieści erotyczne, dla tych, którzy chcą spędzić miło czas i nie boją się w swoim literackim repertuarze umieścić romans, tudzież erotyk.

Moja ocena: 3+/5

12 komentarzy:

  1. Przeczytałam "Pięćdziesiąt twarzy Greya", a także wiele innych erotyków - zabawne jest to, że wiele wydawnictw ma nadzieję przyciągnąć owym porównaniem czytelników, a uważam, że nie zawsze robi to dobrze powieści (jakkolwiek to brzmi ;-)). Przygody Anastasii i Greya nie były najgorsze, ale tak naprawdę nie zaskoczyły mnie niczym. Wiele innych powieści erotycznych okazało się ciekawszymi niż powieść E.L. James.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, to porównanie nie służy powieściom erotycznym. Czytelnicy mogą poczuć się z jednej strony oszukani, bo w tych książkach nie odnajdą tego, co w „Pięćdziesięciu twarzach Greya”, a z drugiej strony takie porównanie może odstraszyć i zniechęcić do zakupu książki.

      Usuń
  2. Jakoś nie ciągnie mnie do erotyków ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzy tomy Greya zapewniły mi fajną rozrywkę. Ta książka jakoś mnie nie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cool!

    I would like to invite you to my blog! I would be so happy if we support each other on GFC, Facebook and maybe Instagram! I will support you right back, just let me know!

    Blog | Facebook Page | Bloglovin | Instagram

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię takich porównań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście mam na myśli porównania do innych książek zamieszczane przez wydawnictwa ;)

      Usuń
  6. Raczej nie będę szukała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja ostatnio czytam wszystkie rozpoczęte książki, cały czas sobie powtarzam, że będę czytała jedną, a i tak czytam dwie (albo i więcej) naraz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja szczerze przyznam czytałam Greya jak się o nim głośno zrobiło, ale jakoś nie mogłam się przebić, przeczytałam połowę pierwszej części i na tym skończyłam. Nie wiem może jestem jakaś inna, że tylko mnie do Greya nie ciągnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, czemu? "50 twarzy Greya" to specyficzna książka i nie każdemu przypadnie do gustu. Ja podczas czytania tej książki wielokrotnie zastanawialam się "po jaką pogodę ja to czytam?", język był wulgarny, nieciekawy, ale z drugiej strony patrząc, spodobał mi sie pomysł na fabułę i byłam ciekawa, jaki będzie finał tej książki, skąd biorą się te wynaturzenia Greya i w jakim to kierunku zmierza.

      Usuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)