14 lipca 2014

Podarunek - Richard Paul Evans

Richard Paul Evans jest jednym z moich ulubionych pisarzy, ale to chyba wiedzą wszyscy, a przynajmniej ci, którzy do mnie zaglądają. Tym razem miałam możliwość przeczytania „Podarunku”. I wiecie co, żałuję, że nie mogę tej książki zachować. Nie dlatego, że kolekcjonuję powieści Evansa, chociaż rzeczywiście tak jest, ale dlatego że to wyjątkowa książka i wyjątkowa historia. Evans jak zwykle łapie za serce, porusza i pozwala zatrzymać się, zastanowić nad swoim życiem. Jak czytam jego powieści mam wrażenie, że przenoszą mnie w inny wymiar. Dają możliwość głębszej analizy.

Natan Hurst jest pracownikiem działu ochrony sieci sklepów muzycznych. Już na samym wstępie dowiadujemy się, że cierpi na zespół Tourette’a. Życie z tą chorobą nie jest łatwe. Pewnego dnia poznaje na lotnisku kobietę z dwójką dzieci. Ze względu na śnieżycę wszystkie loty zostały odwołane. Natan decyduje się pomóc tej rodzinie, nie mając pojęcia, jak bardzo jego los zmieni się pod wpływem znajomości z Addison, Elisabeth i Collinem. Natan wyzdrowieje za sprawą chłopca nie tylko z zapalenia oskrzeli, ale również z tików, wywołanych chorobą. Czy będzie w stanie zrozumieć, jak do tego doszło? Czy uwierzy w dar Collina? I czy taki cud jest możliwy?

 
Podarunek” to wzruszająca historia. Z jednej strony Natan, który zmaga się z chorobą, a z drugiej chłopiec, jeszcze dziecko, który choruje na białaczkę. A między nimi kobieta, Addison, która pragnie szczęścia i zdrowia dla synka i poznaje mężczyznę swojego życia. Powieść ta wydaje się być odrealniona, a może nawet taka jest, ale daje czytelnikowi pozytywny ładunek energii, pozwala wierzyć w cuda i jest nadzieją na lepsze jutro. Mimo tego, że Evans jak zwykle oczarowuje, pokrzepia serca swoich czytelników, można czuć niedosyt. Jeśli autor pokusił się o przedstawienie syndromu, na jaki cierpi Natan, szkoda, że nie zgłębił tematu, nie przekazał nam, jak bohater zmaga się ze słabościami, na które nie ma wpływu, a są jego udręką. Być może ta powierzchowność wynika z tego, ze Natana prześladuje przeszłość, która również będzie miała znaczenie dla jego przyszłości.  
Niemniej jednak warto sięgnąć po książkę. Przeczytać ją i wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Dla niektórych może być ona siłą do walki z własnymi słabościami, z chorobą, ze smutkami. Książki naprawdę pokrzepiają. Ta jest tego dowodem.    
 
Moja ocena: 8/10

16 komentarzy:

  1. Lubię takie wzruszające książki. Chętnie się skusze na nią :)
    Pozdrawiam,
    Natalia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie wzruszające książki. Chętnie się skusze na nią :)
    Pozdrawiam,
    Natalia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tej pozycji jeszcze nie czytałam, może niedługo, mam nadzieję, że wzrusza do łez :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam, ale niestety nie zrobiła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Niemniej jednak zamierzam jeszcze kiedyś dać szansę Evansowi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też bardzo lubię Evansa:) tej książki jeszcze nie znam, ale widzę, że muszę to szybko nadrobić:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak kusisz, że chyba jednak dam Evansowi kolejną szansę...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgodzę się z Tobą w pełni. Książki Evansa przenoszą w jakiś zupełnie inny, magiczny i nostalgiczny wymiar. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio przeczytałam "Kręte ścieżki" tego autora. Przepadłam. Pragnę więcej...

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam prozę tego autora. Koniecznie muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chcę, chcę, chcę przeczytać. Zbieram powoli wszystkie powieści Evansa by potem rozkoszować się nim ciągiem :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam, ale po tej recenzji chcę znać!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam nic tego autora, ale ,,szukając Noel" zabieram nad morze <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Potrzebna mi jest książka pokrzepiająca duszę, poszukam jej w bibliotece:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo zaciekawiła mnie Twoja recenzja, chyba dopiszę tytuł książki do mojej wakacyjnej listy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też czasem tak mam po lekturze świetnej powieści, że najchętniej bym ją postawiła na półce, co mi tam, biblioteka zamówi sobie inny egzemplarz. ;) Potem, oczywiście, się z nią rozstaję, ale nie bez żalu.
    A wiesz, że nie czytałam jeszcze żadnej książki Evansa? Tyle pozytywnych recenzji na blogach, tylko jakoś czasu ciągle brakuje. No dobra, nie będę się usprawiedliwiać, następnym razem sprawdzę, czy te wszystkie zachwyty są uzasadnione. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wypożyczyłam ją jakiś czas temu z biblioteki i czeka na półce. Jak już się tam znalazła, zaczęłam się wahać i wyszukiwać ciekawsze lektury, ale chyba się za nią zabiorę (tym bardziej, że dałam ją do przeczytania babci i miała dobre zdanie na jej temat, co jest rzadkością ;) ).

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)