24 lutego 2014

Leni. Życie i twórczość Leni Riefenstahl

Nie trzeba chyba mówić, kim jest Leni. To wiedzą wszyscy, którzy interesują się filmem lub historią. Wielu osobom na pewno chociaż raz w życiu to nazwisko obiło się o uszy. Nic dziwnego. Riefenstahl była nie tylko aktorką, ale także reżyserką filmową i fotografką. Nie sposób też zaprzeczyć, że była jedną z najbardziej kontrowersyjnych osobowości XX wieku. Leni miała ogromny talent, prowadziła niezwykle ciekawe życie, a ambicja nie pozwalała jej spocząć na laurach. Do końca swoich dni – zmarła w 2003 r. w wieku 101 lat – walczyła o uznanie, szacunek, a także o dobre imię.
 
Ta piękna i wyemancypowana kobieta będzie wypierać się wielu faktów ze swojego życia. „(…) sztukę autokreacji będzie doskonalić aż do śmierci (…). To, że kiedyś była jedną z wielu anonimowych aktorek, niedoszłą gwiazdeczką szukającą uwagi wszędzie, gdzie tylko można, w nurzającej się w dekadencji nieszczęsnej Republice Weimarskiej, nie pasowało do wymyślonego przez nią scenariusza.” (str. 8) A bliska znajomość z Adolfem Hitlerem i nazistami zaciąży nie tylko na jej życiu, ale i karierze. To, co za czasów Trzeciej Rzeszy wyniosło ją na wyżyny sukcesu, to po zakończeniu II wojny światowej pociągnie ją za sobą na dno. Dwa filmy, wydawałoby się, że znakomite, nowatorskie i nie mające sobie równych w tym czasie, a mowa o „Triumfie woli” i „Olimpii” okazują się być gloryfikacją jednego z najbardziej znienawidzonych ludzi, Adolfa Hitlera. Chociaż Leni będzie się tego wypierać, tłumacząc, że były to jedynie filmy dokumentalne, będzie musiała zmierzyć się z falą krytyki, upokorzeniami i porównaniami. Cena jaką przyszło jej zapłacić za współpracę z nazistami będzie wysoka.
Masakra w Końskich, zaangażowanie niemieckich Cyganów z przejściowego obozu Maxglan w jej filmie, zaprzeczenia, jakoby mieli zginąć w obozach koncentracyjnych, walka o pieniądze i spadek z dziećmi jej brata Heinz’a świadczyć będą nie tylko o wyrachowaniu, kreowaniu rzeczywistości według własnego ‘widzimisię’, ale przede wszystkim braku empatii dla wielu niewinnych ofiar.
Ona [..] nie przeciwstawiała się strzelaninie. Twierdziła, że była jedynie świadkiem naruszenia dyscypliny wojskowej, której ofiarą mogła się stać, i nie wahała się powtórzyć tego prawie pół wieku później pod koniec swoich wspomnień: „Nigdy nie widziałam w Polsce zabijania – ani żołnierzy, ani cywilów”. (str. 214)
Siedemnastoletnia wówczas Cyganka Rosa Winter wspominała: „Byliśmy wszyscy w obozie. Wtedy przyszła ona i zaczęła wybierać ludzi. Byłam tam z wieloma innymi młodymi ludźmi. Spodobaliśmy się jej”. (str. 227) – Leni jednak zaprzeczała, że była kiedykolwiek w tym obozie i osobiście wybierała statystów. Najgorsze jednak było jej twierdzenie, że wszyscy oni przeżyli wojnę: „Niemal wszystkich widziałam już po wojnie” – twierdziła. „Nic się nie stało żadnemu z nich”. (str. 310)
Leni nigdy nie zaprzątała sobie głowy polityką. Była to dla niej obca materia, która od czasu do czasu krzyżowała jej twórcze plany, ale generalnie stanowiła osobny byt. Po wojnie będzie się wypierać, że była reżyserką nazistów i że zgadzała się z ich polityką. Ale czy depesza Leni do Hitlera nie świadczy o jej zaangażowaniu w sprawy polityczne Trzeciej Rzeszy i nie stanowi podpisywania się pod jego agresywną polityką? „Z nieopisaną radością, głęboko poruszeni i wdzięczni, cieszymy się wraz z Tobą, mein Führer, Twoim i Niemiec największym zwycięstwem, wejściem wojsk niemieckich do Paryża. Osiągnąłeś wszystko, co jest w stanie zrobić ludzka wyobraźnia, dokonałeś czynu, którego nie można porównać do żadnego innego w historii ludzkości. Jak możemy Ci podziękować? Gratulacje to za mało, by oddać uczucia, które mnie przepełniają.” (str. 216) Trudno w takiej sytuacji mówić o naiwności, czy bronić się niewiedzą, albo wyłącznym zaangażowaniem w pracę.
Leni Riefenstahl to nie tylko artystka, która poświęciła życie swojej pasji, ale przede wszystkim człowiek, który bagatelizował sytuację wielu milionów ludzi, którym przyszło zginąć za czasów dyktatury Hitlera. Leni z pewnością to nie obruszyło. Usilnie walczyła o siebie i sławę, która jej się należała. I chociaż wielu doceniało jej talent, werwę oraz determinację, to drugich tylu raziła jej postawa oraz przeszłość. Jedno jest pewne „granica między życiem a filmem jest dla Leni Riefenstahl płynna” (str. 311). Nie stanowi to jednak dla niej żadnego usprawiedliwienia.
Biografia Leni napisana przez Steven’a Bacha jest najlepszą biografią jaką czytałam. Jeśli istnieje coś takiego jak obiektywizm, to ta książka z pewnością była obiektywna. Autor chce przedstawić prawdy i mity na temat życia Leni. I wydaje mi się, że osiągnął to, przedstawiając niezakłamany portret niezłomnej kobiety, jaką była Leni. Chociaż w notatce od tłumaczy możemy przeczytać o pewnych nieścisłościach, to myślę, że nikt nie jest wolny od błędów, a sama biografia jest warta zaczytania się w niej.
 
Moja ocena: 9/10

9 komentarzy:

  1. Aż wstyd przyznać - nie czytałam jeszcze żadnej biografii. Piszesz, że jest najlepsza jaką czytałaś - wpisuję na listę: do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że masz ochotę sięgnąć po nią :)
      Biografia Leni jest ciekawa, napisana przystępnym językiem i nie jest nudna, jak wiele innych biografii. Naprawdę polecam :)

      Usuń
  2. Lubię czasem przeczytać biografię ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż mi głupio, bo ja to nazwisko słyszę po raz pierwszy ;-) Ale zaintrygowałaś mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie słyszałam o Leni, ale widzę, że trzeba to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej nie dla mnie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasami sięgam po biografie - a tą czuję się zainteresowana, więc chętnie zapoznałabym się bliżej z Leni :)
    Pozdrawiam i jeśli chcesz, zajrzyj do mnie:
    www.nieidentyczne-polki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Leni, to dla mnie przykład osoby, sięgającej po sławę nie bacząc na krzywdę i śmierć. To prawda, była profesjonalistką, ale czy cena cierpienia niewinnych ludzi, nie była przypadkiem za wysoka. Mnie, jednak razi jej wyrachowanie i cynizm...
    Bardzo interesująca recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, była aż tak bardzo zajęta sobą, że nie potrafiła dostrzec nic poza tym... a szkoda.

      Usuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)