8 stycznia 2014

Zimowe sny - Richard Paul Evans

Święta już za nami. Wczoraj skończyłam czytać książkę od Gwiazdora ;) Wiecie co powiedział Gwiazdor? – że ja jednak nie czytam a „pożeram” książki. To chyba był komplement… ;)


Książka była prezentem kontrolowanym, ponieważ sama sobie ją wybrałam. I tym sposobem otrzymałam „Zimowe sny” Evansa. Od samego początku wiedziałam, że książka mnie nie rozczaruje, co nie znaczy, że wszystko podobało mi się. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie nawiązanie do Biblii. Fragment z księgi Mojżeszowej stał się inspiracją dla tej historii. Przez odwołanie się do Biblii odnoszę wrażenie, że historia stała się bardziej odrealniona, mniej rzeczywista i przez to bardziej patetyczna. O ile byłam w stanie to zaakceptować, o tyle tajemnica, jaką skrywa April, była dla mnie czymś niepojętym i nie pasującym do całości. To tak jakby pisarzowi zabrakło pomysłu w trakcie pisania. A nawet jeśli to miało wprawić czytelnika w osłupienie, to nie wiem czy Evans obrał dobry kierunek.
 
W „Zimowych snach” autor przywiązuje dużą wagę do snów. One w pewnym sensie wpływają na nasze życie albo ostrzegają nas przed nadchodzącymi wydarzeniami. Joseph jest wschodzącą gwiazdą reklamy, najukochańszym synem swojego ojca i najbardziej znienawidzonym przez przyrodnich braci. Bycie ulubieńcem rodziców wiąże się z konfliktami nie tylko na polu rodzinnym, ale także zawodowym. Joseph nie spodziewa się nawet, że jego sen będzie tak brzemienny w skutkach. Całe jego dotychczasowe życie ulegnie zmianie: musi opuścić rodzinne strony, zapomnieć o bliskich mu osobach i zacząć nowe życie w Chicago.
 
 
Czy Joseph będzie dalej śnił i wyśni swoja przyszłość? Czy dziewczyna, którą pozna okaże się tą jedyną? – jeśli jesteście zainteresowani losem Josepha, to zachęcam do sięgnięcia po „Zimowe sny”.
Jestem ciekawa Waszych odczuć co do książki i prezentowanej przez Evansa historii :) Warto przeczytać „Zimowe sny” chociażby dlatego, że można znaleźć w niej nawiązanie do Polski. Przekonajcie się sami, jak autor ocenia nas. Ja pomimo kilku „ale” nie żałuję, że przeczytałam „Zimowe sny”.
Teraz przymierzam się do przeczytania „Papierowych marzeń” – kolejny gwiazdkowy prezent ;)
 

11 komentarzy:

  1. Też dostałam tę książkę pod choinkę i bardzo chcę ją przeczytać. Na razie jednak nie uda mi się to, bo zgłosiłam się do maratonu czytelniczego, który jest organizowany w mojej szkole i mam do przeczytania 5 ciekawych książek. Na pewno wspomnę o nich na blogu, ale nie wiem dokładnie kiedy, bo mam szeroko idące plany postów. Po drugą książkę Evansa również sięgnę, bo fascynuje mnie ten autor choć nie miałam jeszcze styczności z jego dziełami literackimi.
    Pozdrawiam serdecznie ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie czekam na Twoją opinię na temat tej książki :)
    Ja również pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A jak z poziomem warsztatu autora? Czy akceptowalny? Bo często bywa tak, że pomysł na fabułę, postaci i w ogóle wątki dobry, ale język dosłownie uszy kaleczy i w efekcie czytać się nie da. Choć szkoda. Tak pytam, bo nic o tym nie piszesz. A mnie się wydaje (z doświadczenia), że czasem dobry warsztat językowy potrafi uratować średni pomysł i zatrzymać czytelnika. I nie chodzi mi tu o pretensjonalne stylistyczne, wygibasy, tylko naprawdę o porządny język, także przekładu. Co myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście nie napisałam o tym, a warto podkreślić, że warsztat językowy autora jest na bardzo dobrym poziomie – przynajmniej takie jest moje zdanie, co może potwierdzać fakt, że „Zimowe sny” przeczytałam w przeciągu dwóch dni. Gdybym miała więcej czasu to zapewne w jeden dzień ‘pochłonęłabym’ całą książkę i na pewno nie miałabym z tego powodu wyrzutów sumienia.

      Masz rację, czasami dobry warsztat językowy może uratować najbardziej denną fabułę. Oczywiście, nie twierdzę, że pomysł na książkę jest beznadziejny w przypadku „Zimowych snów”, ale oczekiwałam czegoś innego. Wiem, że Evansa stać na dużo więcej i z pewnością fokus na biblijne przypowieści jest próbą udoskonalenia jego historii z przesłaniem oraz zwrócenia uwagi na ponadczasowość tych tekstów. Autor chce jak najwięcej dać od siebie, zwrócić uwagę na to, co wydaje się być oczywiste, ale nie zawsze takie jest.

      Jak najbardziej mogę polecić powieści Evansa, są naprawdę dobre, czyta się szybko, w przypadku języka również nie mam nic do zarzucenia. Co do oryginału, trudno mi wypowiadać się, bo nigdy nie czytałam wersji angielskiej, ale czytając tłumaczenie, jestem przekonana, ze tłumacz wie co robi :)

      Na dobry początek mogę polecić Ci „Szukając Noel”, „Obiecaj mi” oraz „Stokrotki w śniegu”.

      Pozdrawiam,
      Marie Bell

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za takie fachowe info:) Potrafisz zachęcić, nie ma co! A zobacz, jaki to paradoks, jeśli o książce można napisać, że "czyta się szybko" (w domyśle, że język nie razi i błędy oraz niezręczności nie przykuwają niepotrzebnie uwagi, nie irytują), to tak naprawdę chce się ją smakować, czytać jak najwolniej, aby jak najdłużej w jej towarzystwie przebywać. Choć fabuła oczywiście ciągnie nas naprzód.
      Hej, podoba mi się Twoje pisanie o książkach:)

      Usuń
  4. uwielbiam Evansa <3 mam też tą książkę, ale jeszcze jej nie przeczytałam

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nigdy nie czytałam książek Evansa, ale mam na półce "Papierowe marzenia", więc niedługo i ja pewnie po nie sięgnę :-) mam nadzieję, że książka okaże się warta przeczytania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. Miłej lektury :-)

      Usuń
    2. Dziękuję, Tobie również życzę miłej lektury :)
      Dopiero jestem w połowie...

      Usuń
  6. Nie czytałam nic Evansa, ale chyba sięgnę po jedną z jego pozycji :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)