12 stycznia 2014

Dotyk Crossa, Płomień Crossa, Wyznanie Crossa - Sylvia Day

Pierwszą część trylogii o Crossie – „Dotyk Crossa” otrzymałam w prezencie. Pewnie większość z Was przynajmniej słyszała o niej. Muszę przyznać, że czytanie tego romansu erotycznego zajęło mi całą wieczność, 4 a może 5 miesięcy. Pewnie słusznie się domyślacie dlaczego – książka nie powala na kolona. Jeśli czytaliście trylogię o Greyu, będziecie wiedzieć, co mam na myśli. Dla mnie jest to nieudana próba powtórzenia sukcesu, jaki osiągnęła E. L. James książką „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Chociaż w obu przypadkach odczuwałam pewnego rodzaju niesmak, obrzydzenie, to jednak w przypadku Greya, to uczucie bardzo szybko minęło i nawet byłam zaskoczona, że tak wciągnęła mnie ta lektura. Z kolei erotyk Sylvii Day nie wzbudził we mnie żadnych innych emocji poza niesmakiem. Nawet język wzbudza niedosyt, a może raczej przesyt wulgarnością i brakiem wyczucia. W miarę czytania nie czułam, że chcę więcej, a co najgorsze miałam wrażenie, że akcja zatrzymała się w miejscu. Nie dzieje się nic wartego uwagi. Gideon Cross miał chyba być za wszelką cenę Christianem Greyem, a Eva Tramell miała być przeciwieństwem słodkiej, niedoświadczonej Anastazji. I chociaż autorka stara się za wszelką cenę pokazać różnorodność postaci, inność sytuacji, to tak naprawdę im bardziej stara się stworzyć cos nowego, tym bardziej przypomina mi to trylogię James.


na zdjęciu 1 i 3 cz. trylogii o Crossie

Zaskakujące, że przeczytałam tyle pozytywnych recenzji o Crossie. I tak się zastanawiam, czy ludzie powariowali? Czy aby na pewno jest się czym zachwycić?

Po zewnętrznej, jak i wewnętrznej stronie okładki można przeczytać same ochy i achy:
„Romans erotyczny, którego nie można pominąć.” – Hm, czyżby?
„Gorące sceny seksu i intrygujące zwroty akcji sprawiają, że czytelnicy pragną więcej i więcej.” – Wprost przeciwnie.
„To wyrafinowana, prowokacyjna, podniecająca, bardzo erotyczna i świetnie napisana książka. Kto polubił Pięćdziesiąt twarzy Greya, pokocha Dotyk Crossa.” – z tym czy świetnie napisana książka będę polemizowała. I o ile Grey na TAK, o tyle Cross na NIE.

Moim zdaniem dobra książka sama się obroni. I nie potrzeba, aby z każdej strony pisać o niej w superlatywach. Dlatego tą trylogię polecam tylko i wyłącznie osobom wytrwałym, chcącym odpocząć od ambitniejszej literatury, których nie będzie razić wulgarny język oraz mało interesująca fabuła.  
Wiem, że to, czy się komuś spodoba książka czy nie, to rzecz gustu. Mnie ta pozycja nie przekonała. I zastanawiam się czy kiedykolwiek jeszcze sięgnę po jakąś inną książkę Sylvii Day. A jak Wy oceniacie tą trylogię? Czy macie podobne odczucia jak ja, czy może Wam się podobała?

9 komentarzy:

  1. Nie czytałam ani Day ani James, nie lubię erotyków i powiedziałam sobie, że Greya nigdy nie przeczytam. Szkoda mi czasu na takie lektury, a już na pewno na Sylvię Day...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, nie każdy musi chcieć je czytać. Ja też nie czytam ich codziennie ;) A co do Sylvii Day, to już czytałaś coś z jej dorobku? Dla mnie to raczej będzie ostatnia przygoda z tą pisarką.

      Usuń
  2. To jest normalne, że kiedy jakiś pomysł chwyci, od razu mamy setki klonów; po sukcesie Harry'ego Pottera i kinowego "Władcy Pierścieni" zrobił się boom na fantasy, po "Bridget Jones" wysyp podobnych produkcji, po "Millenium" fala skandynawskich kryminalów, a po Greyu - faza na porno dla gospodyń domowych :P Gospodynią domowa bywam po pracy, jak mi się chce (bo jak nie, to zamawiam pizzę), "50 twarzy Greya" przekartkowałam kiedyś, żeby zobaczyć, o co to halo; coż - to w zasadzie erotyczny fanfik "Zmierzchu" - obie pozycje uważam za dość grafomańskie, tym bardziej nie zamierzam siegac po naśladownictwa. Nie znaczy to, ze czytam tylko "wysoką" literaturę, przeciwnie - pochłaniam róznego rodzaju czytadła, fanfiki tez lubię czytac, ale wole inne tematy :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację z tymi klonami. Z tym, że jeśli chodzi o skandynawskie kryminały, to nie tak prosto wygląda, raczej to polskie wydawnictwa, które wyczuły pismo nosem, postanowiły za wszelką cenę mieć coś tego rodzaju w ofercie, nawet drugo i trzeciorzędnych autorów. A jest to po prostu specyficzny, typowy dla nich, taki "ichni" gatunek - łączący kryminalną intrygę z problematyką społeczną i obyczajową, stąd ich niepowtarzalny klimat i spory sukces. Grey, różne zmierzchy i świty itp. to nie literatura, więc w ogóle nie ma o czym mówić. No i rozumiem, że określenie "gospodyni domowa" jest li i jedynie umowne?:) Chciałabym móc być gospodynią domową wyłącznie, bo wtedy to bym dopiero miała czas na czytanie i inne intelektualne rozrywki, zamiast się nerwowo w pracy (choćby nie wiadomo jak ambitnej) wykańczać:)

      Usuń
    2. Zapewne masz rację. Wystarczy, ze zrobi sie o czymś głośno, a wielu autorów wykorzystuje to, aby stworzyć coś podobnego, co niekoniecznie będzie dobre, ale widać, że nie liczy się do końca pomysł, ale zysk, bo im więcej sprzedadzą tym lepiej dla nich. I nieważne, że czytelnikowi poleca się coś miernego, mało wartościowego, juz pomijajac fakt, że w erotykach głębi się nie znajdzie. To po prostu gatunek, od którego wiele wymagać nie można. Co to fantastyki, zupełnie mnie to nie kręci. Z dwojga złego wolę czytać romanse.

      Usuń
  3. Nie czytałam tej trylogii, ale może kiedyś sprawdzę czy mi się spodoba : )
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie urzekła, ale najlepiej samemu się przekonać, żeby potem móc pochwalić albo skrytykować ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Grey miał urok nowości, nic dziwnego, że zachwycił. Natomiast Cross, cóż, dla mnie również jest klonem i w dodatku niepotrzebnie rozbudowanym. A wystarczyłoby całą akcję upchnąć w jednym tomie, wyciąć trochę tych niesmacznych scen erotycznych i byłby hit ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też uważam, że Grey był lepszy. Przeczytałam dwie poprzednie części Crossa i do trzeciej na razie nie mam ochoty zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)