11 grudnia 2013

I wciąż ją kocham - Nicholas Sparks

„Co to znaczy naprawdę kogoś kochać?”- Pytanie, które z pewnością wielu sobie stawiało i szukało na nie odpowiedzi. „I wciąż ją kocham” odpowiada na nie. Historia Johna jest najlepszym przykładem na to, jaka powinna być miłość. On sam w końcu zrozumiał to, czym jest i, jak należy z nią postępować – „Tim mi powiedział – i pokazał – że prawdziwa miłość oznacza, że zależy ci na szczęściu drugiego człowieka bardziej niż na własnym, bez względu na to, przed jak bolesnymi wyborami stajesz.” Postać Johna, głównego bohatera, ewoluuje od pierwszych stronic aż po ostatnie. Dzięki temu, że jest on narratorem, odnosimy wrażenie, że zwierza się nam, każdemu z osobna. Przez co jego słowa są nam bliższe. I gdyby nie to, że każda książka ma swój koniec, moglibyśmy dalej wczytywać się w historię jego życia.
fot. weltbild.pl
 
Po przeczytaniu książki czuję niedosyt, może dlatego, że pewne kwestie nie zostały zakończone. I może również dlatego, że nie było happy endu, na który pewnie większość z nas czeka. Bo jeśli mowa o miłości, to oczekujemy spełnionej i szczęśliwej. Nie zawsze jednak tak jest. Założę się jednak, że gdyby ta książka miała inne zakończenie, to byśmy ją uznali za cukierkową i wręcz odrealnioną.
 
Zastanawiam się nad wszystkim i jak zwykle wraca do mnie wspomnienie wspólnie spędzonego czasu. Cofam się pamięcią do chwili, kiedy się to zaczęło, ponieważ wspomnienia to jedyne, co mi pozostało.” – Szczerość z jaką opowiada John jest ujmująca. Ta historia to dowód na to, że miłość należy pielęgnować. Jeśli ktoś uważa, że „I wciąż ją kocham” to kolejne sparksowskie romansidło to myli się i to bardzo. Owszem miłość i uczucia bohaterów to motyw przewodni, ale znajdziemy tutaj rozważania na temat numizmatów, trudnej relacji między ojcem i synem, o autyzmie oraz zespole Aspergera.
 
Książka wzrusza. Po raz kolejny Nicholas Sparks porusza kwestię uczuć, czyli tematykę, która wydaje się być banalna, jednak w sposób niebanalny. Każde strona tej książki zachęca, aby przeczytać kolejną. Doskonały przekaz, historia ubrana w piękne słowa. Należą się również podziękowania tłumaczowi. Gdyby nie on, nie mielibyśmy możliwości zapoznania się z tą wzruszającą historią. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, że każdy z nas może zmienić się, swoje poglądy. A sztuka miłości nie jest łatwa, ani tak oczywista, jakby nam się to wydawało. Miłości do otaczających nas ludzi uczymy się przez całe życie. I żeby nie stracić jej, musimy o nią dbać. „I wciąż ją kocham” to pięknie napisana powieść z głębią i przede wszystkim godna polecenia.
 
 
"Kocham Cię, Johnie Tyree, i zamierzam dopilnować
byś wywiązał się z obietnicy, którą mi złożyłeś.
Jeśli wrócisz, wyjdę za Ciebie. Jeśli nie dotrzymasz
słowa, złamiesz mi serce" - str. 183
fot. google
 
Po ukończeniu szkoły średniej  zbuntowany chłopak o imieniu John postanawia zaciągnąć się do armii, żeby nadać swojemu życiu sens. Tam uczy się nie tylko dyscypliny czy pokory, ale także nabiera pewności siebie. Podczas przepustki poznaje Savannah, młodszą o dwa lata studentkę pedagogiki specjalnej oraz wolontariuszkę, która wraz z grupą przyjaciół, w ramach akcji dobroczynnej, buduje domy dla ubogich. Chociaż wspólna relacja Johna i Savannah wydaje się być niemożliwa, rozkwita między obojgiem miłość. John ma świadomość, że jego dwutygodniowy urlop niedługo zakończy tę znajomość, ale Savannah przyrzeka czekać na ukochanego, dopóki nie minie okres jego służby. On uświadamia sobie w końcu, że jeszcze nigdy nikogo tak nie kochał i marzy o założeniu z nią rodziny. Czas jednak nie jest ich sprzymierzeńcem. 11 września zmienia wszystko. Z poczucia obowiązku John przedłuża pobyt w wojsku, co odbije się na jego związku z ukochaną. Trudno winić w tej sytuacji kogokolwiek. Wydawałoby się, że prawdziwa miłość powinna przetrwać, że gdyby Savannah zależało na tej miłości, poczekałaby, ale z drugiej strony, John mógł dotrzymać słowa, tego jednak nie zrobił… I jak już wiadomo ich związek nie wytrzyma próby czasu. Savannah jako pierwsza podjęła decyzję i żegna się z Johnem za pomocą listu. Czy czas wyleczy rany? – Nie sądzę. Czy można zapomnieć, o tym co się czuje? – Raczej nie. I czy tym dwojgu będzie dane jeszcze kiedyś zobaczyć się, być ze sobą? Pozostawiam Was w niepewności, ale pewnie domyślacie się, co może nastąpić.
 
Jeśli czytaliście, jestem ciekawa Waszej opinii :)

 

11 komentarzy:

  1. Czytałam tę książkę i mi się bardzo podobała. Cudna historia o miłości. Natomiast zdenerwowałam się na główną bohaterkę za jej postępowanie, bo skoro kochała Johna to mogła z nim być, a jednak .... Ale to jest tylko moja refleksja : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przez krótki moment byłam na nią zła, ale zrozumiałam, że John również nie zachował się wobec niej fer. Nie przedyskutował z Savannah dłuższego pobytu w wojsku, co skutkowało tym listem. Po przeczytaniu książki myślę, że jej miłość do Tima była tylko i wyłącznie miłością przyjacielską... Bardzo dziękuję za Twoją opinię :)

      Usuń
  2. Hi! Nice blog. I find you post very interesting)

    Lets follow each other on GFC?
    http://www.thecentralstreet.com

    kisses

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie, nie czytałam już dawno żadnej książki Sparksa... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam film i bardzo mi się podobał. Piękna historia. Książki nie czytałam i nie zamierzam raczej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Historię znam z filmu - jest piękna i wzruszająca. Na pewno sięgnę także po wersję papierową. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki nie czytałam, oglądałam jedynie film i bardzo mi się podobał :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. słyszałam, ze książka jest warta uwagi, czeka w kolejce =) obserwuje

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam chęć zarówno na książkę i na film :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zawsze u Sparksa historia chwyta za serce, aczkolwiek w przypadku tej książki byłam trochę rozczarowana. Wolę dobre zakończenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubie dobre zakończenia, ale nie zawsze wszystko dobrze kończy sie i być może byłoby to nudne, gdyby każda jego powieść miała happy end ;)

      Usuń

Jeśli pozostawisz komentarz, będę miała szansę odwiedzić Twojego bloga.
Z góry dziękuję za odwiedziny! :)